Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity i mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity i mitologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2019

Opuścić wyspę niewiedzy czyli „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści” H. P. Lovecrafta — recenzja

Dzisiaj długo, bowiem Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści Howarda Phillipsa Lovecrafta zdecydowanie zasługują na dużo tekstu, analiz i refleksji; dlatego nie przedłużam żadnym wstępem (miał być również długi) i zapraszam do lektury 😊.


Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści to dokładnie 15 opowiadań grozy. Wszystkie oparte są na dość podobnym schemacie — to niemal zawsze retrospekcja, opowieść o czymś potwornym co spotkało bohatera* i do czego teraz on wraca (czasem dlatego, że szeroko rozumiane zło do niego powraca), a czasem historia bohatera opowiadana z boku. Zawsze jednak opowiadana jest już po zakończeniu całej historii i znaniu tego zakończenia przez narratora, który jednak przedstawi je dopiero na koniec, choć nie kryje tego, że wie, co się stało. Mimo takiej, całkowicie niezmiennej formy opowiadań, ciągle są one niezmiennie ciekawe, bowiem nie ich struktura, a różnorodność tego, co spotyka bohaterów się liczy.

niedziela, 18 listopada 2018

Za krótko, sire!* — „Eryk” Terry'ego Pratchetta — recenzja

Chyba wszyscy kojarzymy sentencję, aby uważać, o czym się marzy, gdyż może się to spełnić, ponieważ spełni się w formie, która absolutnie nie będzie nam odpowiadać, a to sprawi, że z racji spełnionego marzenia będziemy mieć tylko problemy. To nierzadki motyw, kojarzony — przynajmniej przeze mnie, dajcie znać, czy przez Was też — głównie z bajkami dla dzieci lub utworami, które dzieci również mogą czytać. Twórczość Terry'ego Pratchetta dzieciom z pewnością dedykowana nie jest, ale pod płaszczykiem niezobowiązującej rozrywki przemyca sporo różnych przemyśleń. A o marzeniach jest właśnie Eryk.


piątek, 25 sierpnia 2017

„Gałęziste" Artura Urbanowicza, czyli o lasach, potworach i fanatykach

Bardzo, ale to bardzo rzadko sięgam po horrory, jednak na Gałęziste postanowiłam się skusić, zwłaszcza wiedząc, że rzecz będzie się działa na łonie natury, a taką okolicę uwielbiam. Dlatego nie zastanawiałam się zbyt długo i sięgnęłam po powieść. Jest to debiut Artura Urbanowicza, młodego pisarza z Suwałk, a skoro to debiut, dodatkowo wydany w wydawnictwie Novae Res, słynącym z vanity pressu, to nie obyło się bez kilku potknięć - z drugiej strony i tak jest naprawdę nieźle, bo zalet na szczęście jest więcej niż wad.


O co chodzi?

Karolina i Tomek są parą i różnią się jak ogień i woda. Ona jest bardzo wierzącą i gotową do poświęceń studentką psychologii, on zaś to ateista i student matematyki, przekonany o tym, że wszystko da się racjonalnie i naukowo wytłumaczyć, ponadto cechuje go również ogromna pewność siebie, przechodząca wręcz w skrajne zadufanie. Z powodu tak dużych różnic między nimi ich związek zaczyna się coraz bardziej psuć, z czym walczyć chce Karolina, a w związku z tym postanawia spędzić Święta Wielkanocne wraz z chłopakiem na wsi na Suwalszczyźnie. Wyprawa od początku obfituje w dziwne, trudne do wyjaśnienia bądź wręcz niewytłumaczalne wydarzenia, jednak ani Karolina, ani Tomek nie spodziewają się, jak straszny będzie tego finał.

poniedziałek, 24 lipca 2017

„Anna In w grobowcach świata" Olgi Tokarczuk, czyli o tym, co po nas zostanie

Czekałam na taką powieść od czasu Krótkich wywiadów z paskudnymi ludźmi Wallace'a - mówię poważnie, od skończenia tamtej książki czułam deficyt trudnej, wymagającej długich rozmyślań prozy. I w końcu jest! Anna In w grobowcach świata - zapewne najlepsza książka, jaką ostatnio przeczytałam. 


Jest miasto. Miasto, będące metaforą świata, w którym wszystkie jego elementy są odzwierciedleniami elementów naszej rzeczywistości, skupionymi jak w soczewce; miasto, pnące się w górę i w górę, a w jego głąb nie dochodzą słoneczne promienie, z biegiem lat, w miarę budowania kolejnych pięter nasilała się jego alergia na słońce. Zastępują je białe jarzeniowe lampy i kolorowe neony. Na samej górze mieszkają ojcowie, zaś na samym dole są grobowce, czyli zejście do krainy umarłych. A w mieście mieszka Anna In, In Anna, dobra, silna i czuła, wojowniczka i opiekunka, której domeną jest wszystko, co żywe. Postanawia zstąpić do grobowców, aby spotkać się ze swoją siostrą, panią rządzącą w świecie zmarłych. Dlaczego, co ją tam ciągnie, co każe wejść do miejsca, z którego już wyjścia nie ma?

piątek, 30 czerwca 2017

To nie jest kraj dla starych bogów (czyli „Amerykańscy bogowie" Neila Gaimana)

Lato to ten okres, kiedy o wiele chętniej sięgam po fantasy czy science fiction. Tym razem jednak sezon postanowiłam otworzyć nie opowieścią o Mordimerze Madderdinie z Cyklu Inkwizytorskiego Jacka Piekary, ale Amerykańskimi bogami Neila Gaimana. I był to doskonały wybór.

Sowa też poleca.
Cień kończy właśnie odsiadywać wyrok w więzieniu - dosłownie zostaje mu kilka dni do końca odsiadki - gdy dowiaduje się, że jego żona, Laura, zginęła w wypadku. Mniej więcej w tym samym czasie zaczynają dziać się wokół niego dziwne rzeczy, z których przedziwne sny i spotkanie tajemniczego pana Wednesdaya, wiedzącego o Cieniu zdecydowanie zbyt wiele i pojawiającego się w przypadkowym barze (kiedy powinien był właśnie lecieć samolotem), aby zaproponować głównemu bohaterowi pracę, należą do najnormalniejszych. Przy czym ta praca ma polegać na pomaganiu panu Wednesday'owi w wielu różnych rzeczach, które będzie robił - brzmi enigmatycznie, wiem, ale propozycja tak samo brzmi dla Cienia, bowiem nie dowiaduje się on wcale wiele więcej. Jednak to, że się zgodził, wcale nie jest dziwne - w jego sytuacji jest wręcz całkiem sensowne. Zresztą to nie jedyne wydarzenie, które u innych autorów mogłoby wyglądać na przypadkowy zbieg okoliczności, który autor wprowadza tylko po to, aby osiągnąć to, co sobie wymyślił, u Gaimana zaś jest logiczną sytuacją, w której wybory bohaterów są zrozumiałe.

niedziela, 23 kwietnia 2017

O nietypowych istotach, czyli „Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej" Michaela Dylana Fostera

Chyba rośnie ze mnie japonofilka, a właściwie to azjofilka - coraz chętniej sięgam bowiem nie tylko po powieści z Wschodniej Azji, ale także kupuję pozycje naukowe na temat Chin lub Japonii. Czasem nawet je czytam. A oto dowód:



Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej Michaela Dylana Fostera to właśnie taka książka naukowa, czy bardziej popularnonaukowa, choć autor pisał ją myśląc zarówno o osobach zajmujących się pracą naukową na uniwersytetach oraz o laikach takich jak ja, których Japonia po prostu ciekawi. Kultury japońskiej naukowo nie badam, więc nie wiem, jak odbiera ją pierwsza grupa czytelników, natomiast przedstawicielka drugiej grupy w mojej osobie jest bardzo zadowolona.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...