czwartek, 17 maja 2018

To się nie skończy zawałem. Felieton [wokół transpłciowości]


Jako osoba transpłciowa przed terapia hormonalną wyglądam jak kobieta (choć bardzo zmaskulinizowana), lecz używam męskiego imienia, męskiej formy czasowników i męskich zaimków. Studiuję stomatologię, a to oznacza, że przychodzą do mnie pacjenci, którym leczę zęby; jakiś czas temu* na tych zajęciach zmieniła mi się prowadząca. Poprosiłem tę nową o to samo, o co poprzednią, czyli aby zwracała się do mnie zgodnie z moją identyfikacją płciową, lecz odmówiono mi tego „dla dobra pacjentów”, którzy mogą dostać zawału po usłyszeniu, że otoczenie mówi do mnie w formie męskiej, a ja wyglądam (niestety) dość kobieco.

sobota, 5 maja 2018

W kleszczach marazmu — „Sen zimowy” Goli Taraghi. Recenzja

W XX wieku w Iranie nieustanne zmieniały się rządy, poczynając od braku jednolitej władzy do wahań pomiędzy demokracją i dyktaturą. Premierzy i szachowie (monarchowie irańscy), często stojący w konflikcie ze sobą, byli mordowani i dymisjonowani, a na ich miejsce pojawiali się nowi, czasem wybierani przez inne państwa. Odbywały się liczne zamieszki, powstała także tajna i brutalna policja polityczna, która okrutnie mordowała opozycjonistów. Iran, jako kraj bogaty w złoża ropy naftowej, był także miejscem walki o wpływy pomiędzy Wielką Brytanią a ZSRR, zaś wcześniej i III Rzesza próbowała zagarnąć te złoża. Trudny moment dziejowy skutkował specyficznym stanem społeczeństwa, którego mentalność udaje się oddać irańskiej pisarce Goli Taraghi w powieści Sen zimowy, wydanej po raz pierwszy w roku 1973, lecz w Polsce — dopiero teraz.


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Czarogeje wygrywają, czyli „Nie poddawaj się” Rainbow Rowell — recenzja

Istnieje prawdopodobieństwo, że w tej recenzji będę częściowo nieobiektywny. Powieść Nie poddawaj się Rainbow Rowell intryguje mnie jako pozycja będąca niczym fan fiction, ale także bawiąca się pewnymi motywami i konwencjami; jest jednak również książką, którą odbieram niezwykle emocjonalnie, ponieważ ma parę cech wpisujących się w szereg moich sympatii, nie tyle w literaturze, co najpierw w życiu (a przez to i pośrednio w literaturze). To powieść, której funkcją jest bardziej gra na emocjach niż cokolwiek innego, a przez te kilka moich sympatii, w które Rowell udało się trafić, Nie poddawaj się spełnia ją — dla mnie — idealnie. Ale po kolei.


Wszystko zaczęło się od Fangirl, czyli powieści Rainbow Rowell, której bohaterka, niejaka Cath, pisze fanfiki do serii książek o Simonie Snowie, wymyślonej przez Rowell na potrzeby tego, że bohaterka musi mieć źródło dla swojej twórczości. To taka opowieść w opowieści, którą jest Fangirl, jednak oprócz tego równolegle powstaje jeszcze trzecia historia, czyli właśnie serie fanfików Cath, z których na czoło wysuwa się Rób swoje, Simonie. Gdy Fangirl się kończy, historia Cath, a także historia oryginału powieściowego wymyślonej przez Rowell Gemmy T. Leslie zostają zamknięte, jednak nadal czuje się niedosyt losów żyjących już trochę własnym życiem bohaterów fanfików Cath, którym poświęcono relatywnie mniej miejsca niż jej życiu. Dlatego Rowell postanawia napisać tę historię, którą stworzyła Cath, jednakże od nowa, aby nie powtarzać tych słów i sytuacji, których używała Cath. I tak powstaje Nie poddawaj się.

niedziela, 22 kwietnia 2018

„Artykuł osiemnasty” Bartosza Staszewskiego (2016), czyli dlaczego w Polsce nie ma równości małżeńskiej — recenzja

Źródło.

W zeszłym tygodniu zdarzyło mi się wybrać do gdańskiej siedziby Krytyki Politycznej na film dokumentalny poświęcony równości małżeńskiej w Polsce, mianowicie Artykuł osiemnasty  Bartosza Staszewskiego. Ten artykuł Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej to jedno krótkie zdanie, mianowicie:
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
W związku z tym artykułem, jak utrzymują politycy będący u władzy teraz oraz kilka lat wcześniej, niemożliwe jest zawieranie małżeństwa przez osoby o tej samej płci prawnej*. Jednakże jak przekonują bohaterowie filmu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozszerzyć konstytucyjną definicję małżeństwa, co więcej — artykuł ten nie zakazuje przecież wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci prawnej. W dodatku, jak dowiedziałem się w pofilmowej dyskusji w Krytyce, pary tej samej płci mające dzieci w niektórych przypadkach traktowane są przez prawo polskie jak rodzina — wtedy, gdy państwo polskie chce czerpać większe korzyści finansowe z potraktowania kilku ludzi jako rodziny, a nie jako obcych osób. Chcecie wiedzieć więcej, a także czy warto obejrzeć film? Czytajcie dalej 😉.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...