niedziela, 13 stycznia 2019

Opuścić wyspę niewiedzy czyli „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści” H. P. Lovecrafta — recenzja

Dzisiaj długo, bowiem Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści Howarda Phillipsa Lovecrafta zdecydowanie zasługują na dużo tekstu, analiz i refleksji; dlatego nie przedłużam żadnym wstępem (miał być również długi) i zapraszam do lektury 😊.


Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści to dokładnie 15 opowiadań grozy. Wszystkie oparte są na dość podobnym schemacie — to niemal zawsze retrospekcja, opowieść o czymś potwornym co spotkało bohatera* i do czego teraz on wraca (czasem dlatego, że szeroko rozumiane zło do niego powraca), a czasem historia bohatera opowiadana z boku. Zawsze jednak opowiadana jest już po zakończeniu całej historii i znaniu tego zakończenia przez narratora, który jednak przedstawi je dopiero na koniec, choć nie kryje tego, że wie, co się stało. Mimo takiej, całkowicie niezmiennej formy opowiadań, ciągle są one niezmiennie ciekawe, bowiem nie ich struktura, a różnorodność tego, co spotyka bohaterów się liczy.

niedziela, 6 stycznia 2019

Sztuka dla popularności — „Paw królowej” Doroty Masłowskiej — recenzja

W recenzji będą pojawiać się cytaty zawierające słowa wulgarne, taki bowiem jest momentami język powieści.

Dorota Masłowska znowu nie zostawia jeńców. Tym razem jednak, zamiast jak w Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną mówić o młodych, niewykształconych ludziach, nadużywających alkoholu, pełnych przemocy i pozostawionych samym sobie przez państwo, mówi o artystach i artystkach, celebrytkach i celebrytach. I tym razem, mając już pewne doświadczenie pisarskie,  nie popełnia tych błędów co w swoim debiucie, pozostając od początku do końca całkowicie bezlitosną.


czwartek, 3 stycznia 2019

Podsumowanie roku 2018

2018 rok upłynął mi bardzo szybko i w gruncie rzeczy bardzo udanie. Nieco gorzej w nim było z czytaniem (ale o tym za chwilę, najpierw odrobina prywaty), za to życie osobiste zaczęło mi się nadzwyczaj dobrze układać: zacząłem naprawdę mocno angażować się w aktywizm LGBTQIAP, chodzić na protesty i w ogóle dużo mówić o byciu osobą LGBTQIAP. Oprócz tego zrobiłem transowy coming out przed większością częścią rodziny i na uczelni (wszystko gra i buczy, normalnie sobie tam żyję jako ja), ogarnąłem życie psychiczne w dość zadowalającym stopniu, przeszedłem na wegeterianizm i zrobiłem sobie tatuaż. Poza tym na uczelni wyleczyłem sporo próchnicy, zrobiłem jedno pełne leczenie kanałowe, dwa kolejne zacząłem, a jeszcze innego zęba usunąłem (inne rzeczy też robiłem, ale te są najważniejsze). W sumie zrobiłem przez ten cały rok — pod względem osobistym — niesamowicie dużo i jestem z niego bardzo zadowolony, a z siebie — jeszcze bardziej dumny.


Na blogu natomiast w 2018 roku pojawiło się równiuteńko 50 postów, z czego 44 recenzje, jedna relacja z wystawy, podsumowanie roku 2017, plan czytelniczy na obecny rok (który się nie udał 😛), wyzwanie facebookowe o książkach mojego życia, felieton o transpłciowości i obchody pierwszych urodzin bloga. Teksty pojawiały się z różną częstotliwością — czasem co tydzień, niekiedy z przerwą trzytygodniową. Bywa. Oprócz tego powstał też Instagram (@transksiazkowy), gdzie piszę o książkach równolegle z tym, co piszę na blogu lub na facebooku, ale także gdzie trafia trochę prywaty, trochę zdjęć zjawisk pogodowych i trochę pisania transowego. To takie moje miejsce pomiędzy blogiem a prywatą, choć jako że moja prywata jest też bardzo literacka, wiadomo, że książki przeważają (przynajmniej na zdjęciach). Zapraszam do śledzenia, gdyby ktoś jeszcze o tym Instagramie nie słyszał.

Przechodząc zaś do samych książek — w 2018 roku przeczytałem ich 40, a komiksów — 13. Kiedyś powiedziałbym, że źle, dzisiaj mówię, że nie ma się co przejmować (postanowiłem wrzucić na luz). Były to dokładnie 26 powieści, 2 prace naukowe, 3 zbiory opowiadań, 6 pozycji szeroko pojętej literatura faktu, 2 tomy wierszy i jedna inna pozycja. A jak to wyglądało jakościowo?
(Tytuły książek/filmów/komiksów są bezpośrednich odnośnikiem do recenzji, o ile takowa była).

niedziela, 30 grudnia 2018

Jak herbatka i ciepły kocyk — „Dożywocie” Marty Kisiel — recenzja


Młody pisarz Konrad Romańczuk dostaje w spadku Lichotkę, przeszło dwustuletni dom w lesie, gotycki szał ciał i uprzęży, spełniony sen szalonego stolarza (s. 12), wraz z jej dożywotnikami, czyli dość wesołą i dziwną, ale jakże uroczą gromadką: mającym uczulenie na pierze i manię sprzątania aniołem stróżem Lichem, z duchem nieszczęsnego panicza Szczęsnego, poety i samobójcy cierpiącego z powodu (kolejnej) nieudanej miłości (i przy okazji moją, także nieudaną, nową miłość, że tak zrobię osobisty wtręt), będącego mistrzem szydełkowania oraz najlepszą możliwą parodią Wertera. Ponadto towarzyszy im trio utopców, różowy i straszliwy królik, wredna i drapieżna kotka, a także macki wychylające się zza drzwi w kuchni (korpus właściciela, tj. Krakersa, nie został dostrzeżony, ale może to i lepiej).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...