środa, 30 sierpnia 2017

„Jak podróżować z łososiem", czyli jak zakochałam się w Umberto Eco

Umberto Eco to autor, którego nazwisko kojarzą chyba wszyscy. Ten włoski pisarz, filozof, profesor i felietonista zasłynął z Imienia Róży, powieści historyczno-kryminalnej, której ja jeszcze nie czytałam, głównie dlatego, że widziałam część filmu, a ten mi się nie spodobał (zapewne dlatego, że widziałam tylko jego jedną trzecią i to jedną trzecią środkową). Niemniej w tym roku wydawnictwo Noir sur Blanc wydało zbiór felietonów autora, zatytułowany Jak podróżować z łososiem. Są to teksty, których część ukazała się już wcześniej w tygodniku L'Espresso, a później w zbiorze Zapiski na pudełku od zapałek, zaś część to teksty nigdzie wcześniej nie publikowane. Ja natomiast po raz pierwszy sięgnęłam nie tylko po twórczość Eco, ale i po zbiór felietonów. I moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne.


piątek, 25 sierpnia 2017

„Gałęziste" Artura Urbanowicza, czyli o lasach, potworach i fanatykach

Bardzo, ale to bardzo rzadko sięgam po horrory, jednak na Gałęziste postanowiłam się skusić, zwłaszcza wiedząc, że rzecz będzie się działa na łonie natury, a taką okolicę uwielbiam. Dlatego nie zastanawiałam się zbyt długo i sięgnęłam po powieść. Jest to debiut Artura Urbanowicza, młodego pisarza z Suwałk, a skoro to debiut, dodatkowo wydany w wydawnictwie Novae Res, słynącym z vanity pressu, to nie obyło się bez kilku potknięć - z drugiej strony i tak jest naprawdę nieźle, bo zalet na szczęście jest więcej niż wad.


O co chodzi?

Karolina i Tomek są parą i różnią się jak ogień i woda. Ona jest bardzo wierzącą i gotową do poświęceń studentką psychologii, on zaś to ateista i student matematyki, przekonany o tym, że wszystko da się racjonalnie i naukowo wytłumaczyć, ponadto cechuje go również ogromna pewność siebie, przechodząca wręcz w skrajne zadufanie. Z powodu tak dużych różnic między nimi ich związek zaczyna się coraz bardziej psuć, z czym walczyć chce Karolina, a w związku z tym postanawia spędzić Święta Wielkanocne wraz z chłopakiem na wsi na Suwalszczyźnie. Wyprawa od początku obfituje w dziwne, trudne do wyjaśnienia bądź wręcz niewytłumaczalne wydarzenia, jednak ani Karolina, ani Tomek nie spodziewają się, jak straszny będzie tego finał.

niedziela, 20 sierpnia 2017

„Czarodzicielstwo" Terry'ego Pratchetta, czyli o mądrościach płynących z rozrywki

Fantasy, jak również cała fantastyka, traktowane jest z reguły jako literatura lekka, czyli rozrywkowa, zatem niekoniecznie rozwijająca. Z tym, że jest lekka, w zależności od autora można polemizować, z tym, że rozrywkowa absolutnie się zgadzam, ale dla mnie rozrywką jest zarówno fantasy, jak i klasyka francuskiej literatury, dlatego z mojego punktu widzenia nie jest to dobra charakterystyka. Natomiast rozwijanie to w ogóle specyficzna kwestia, na której temat można by dużo powiedzieć, ale skupiając się na kwestii przesłania płynącego z książek fantastycznych, pewnie dużo osób stwierdzi, że go nie ma. I rzeczywiście czasem ono nie występuje, natomiast Czarodzicielstwo sir Terry'ego Pratchetta jest z pewnością książką lekką, na pewno rozrywkową, ale z całą pewnością nie jest to powieść pozbawiona pewnego przekazu.

A co to za bezy pod książką? Nie wyglądają normalnie, może wcale nie są z masy bezowej...?

W Świecie Dysku rodzi się czarodziciel, ósmy syn ósmego syna ósmego syna, czyli mag potężniejszy niż inni, nie muszący uczyć się magii z ksiąg, mogący rzucić cały świat na kolana... dosłownie. Przybywa on do miasta Ankh-Morpork, aby zostać nadrektorem Uniwersytetu Magicznego i przy okazji zmienić świat. A ponieważ Pratchett jest w gruncie rzeczy szalenie logiczny, kończy się to wybuchem wojny oraz nadejściem Apokralipsy. W to wszystko zaplątuje się znany z poprzednich części (choć nie wiem, czy takie określenie jest zasadne, bowiem z tego co wiem wiele osób sięga po Świat Dysku w kolejności innej niż kolejność wydawania powieści) mag Rincewind, którego talent magiczny jest bliski zeru, Conena, czyli barbarzyńska wojowniczka fryzjerka, mój ukochany Bagaż (krwiożerczy kufer z nóżkami), do których później dołączają młody barbarzyński heros Nijel Niszczyciel oraz Kreozot, bogaty i dążący do prostoty szeryf Al Khali, będący również poetą. Razem próbują się uratować i przetrwać jak najdłużej, co w świecie, w którym magia zaczyna się panoszyć i zmieniać strukturę świata staje się jeszcze trudniejsze niż zwykle.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Ciało, pamiętaj* - „Czekając na barbarzyńców" Konstandinosa Kawafisa

Grecja. Obecnie kraj jeszcze całkiem niedawnego kryzysu gospodarczego i destynacja turystyczna; niegdyś kolebka nauki i filozofii z najbardziej znaną mitologią, przynajmniej w Polsce. Mitologią, w której występowały także relacje homoseksualne, jak pomiędzy Achillesem i Patroklosem czy Apollo i Hiacyntem. Mnie bliższa jest ta Grecja dawniejsza i to tę bardziej lubię; współczesna, miejsce wyjazdu wielu ludzi, odarta jest trochę ze swojej magii i nie pociąga mnie już tak. To właśnie echa tej dawnej Grecji pobrzmiewają w zbiorze poezji Czekając na barbarzyńców najbardziej znanego Greckiego poety nowożytnego - Konstandinosa Kawafisa.


czwartek, 10 sierpnia 2017

Kiedy zaczyna się bycie osobą? - „The Ghost In The Shell", Shirow Masamune

W marcu, za namową kuzynki, pragnącej obejrzeć kinową nowość Ghost in the Shell, włączyłyśmy sobie starszą wersję filmu - anime pod tym samym tytułem. Zakochałam się w nim, szczególnie w jego grafice, muzyce i przesłaniu. Niestety anime ma ten zasadniczy minus, że podczas 80 minut pokazuje fabułę 346 stronicowej mangi, co skutkuje dziurami fabularnymi i spłyceniem charakterów postaci. Zdecydowałam zatem, że koniecznie sięgnę po mangę, na podstawie której powstało anime, aby je lepiej zrozumieć, ponadto zakładałam, że manga jest również o wiele lepsza. I rzeczywiście jest lepsza, choć niewolna od wad, tylko że oprócz tego jest także zupełnie inna. A zatem Panie i Panowie, ludzie, SI i cyborgi - przed Wami pierwowzór filmu, czyli The Ghost In The Shell opowiedziany i narysowany przez Shirowa Masamune.



sobota, 5 sierpnia 2017

Miłość i zbrodnia w dwudziestoleciu międzywojennym - „Za ścianą" Sarah Waters

Sięgając po Za ścianą Sarah Waters nie odrobiłam pracy domowej: nie wiedziałam do końca jakiego rodzaju będzie to książka. Miałam mgliste przekonanie, że to powieść obyczajowa opowiadająca o latach po I Wojnie Światowej w Londynie, tylko taka w klimacie prozy Jane Austen (ale czemu akurat Austen to nie całkiem wiem) - dużo o społeczeństwie, subtelny wątek romansowy, ale taki, który nie będzie przeszkadzał takiej wybrednej pod względem historii miłosnych czytelniczce jak ja, z tą drobną różnicą, że wątek będzie dotyczył miłości dwóch kobiet, co jest cechą charakterystyczną twórczości Waters. I choć z pewnością bohaterki będą miały pewne problemy (w końcu to zakochane w sobie kobiety i jest początek XX wieku!), to jednak wszystko koniec końców skończy się idealnie. Dlatego przyznaję się bez bicia: nie doceniłam autorki.


Frances Wray mieszka wraz z matką w dużym domu w Champion Hill pod Londynem. Aby go utrzymać, zmuszone są wynająć część domu państwu Barber - Leonardowi i Lilian. Wraz z ich przeprowadzką świat matki i córki staje na głowie - wkraczają do niego nowi, nieznani ludzie oraz nowe zwyczaje, hałasy i muzyka, Frances zaś, z początku niepewna, zaczyna przyzwyczajać się do małżeństwa, zwłaszcza do Lilian, z którą następnie się zaprzyjaźnia. To, co je łączy, ewoluuje jednak w coś więcej niż przyjaźń na przekór matce Frances, Leonardowi oraz społecznym konwenansom.