niedziela, 19 sierpnia 2018

Po drugiej stronie lustra trawa naprawdę jest bardziej zielona albo o „Nigdziebądź” Neila Gaimana. Recenzja

Jako ludzi, niezmiernie fascynuje nas to, co niedostępne dla naszych oczu; jakaś inna, czasem lepsza, czasem gorsza rzeczywistość, w której wszystko, choć podobne do elementów naszego świata, jest pokazane w zupełnie innym świetle. To z reguły rzeczywistość, która na pozór ma więcej problemów niż nasz świat (a przynajmniej są one bardziej dostrzegalne lub palące), jednak jeśli spojrzeć głębiej, to kryje w sobie więcej dobra bądź jakiś innych wartości, których nam w życiu brakuje, toteż życie w niej jawi się nam jako po prostu lepsze. Dostać się tam zaś można poprzez drzwi wszelkiego rodzaju — przez szafę w Opowieściach z Narnii C. S. Lewisa, króliczą dziurę w Alicji w krainie czarów aż do osoby, która w ramach zabawy z konwencją da taką możliwość (a imię jej będzie Drzwi). Nie bez powodu o tym piszę, bowiem to sam Neil Gaiman wspomina o tych książkach we wstępie do Nigdziebądź, gdzie zaznacza, iż chciał napisać powieść, która działałaby na dorosłych tak, jak książki, które uwielbiał w dzieciństwie (s. 9) działają na dzieci. I rzeczywiście tak się dzieje, a Gaiman odkrywa przed nami świat, który toczy się gdzieś w szczelinach naszego.

Kto zgadnie, z jakich dzieł pochodzą te mapy lub co przedstawiają? :D

niedziela, 12 sierpnia 2018

Muzyk niesterylny i niepasteryzowany* — „Kroniki” Boba Dylana — recenzja

Po tym, jak wiosną tego roku ukończyłem Duszny kraj, czyli zbiór przetłumaczonych na język polski tekstów Boba Dylana, na swój sposób zostałem jego fanem. Nie przepadam za sposobem, w jaki śpiewa i gra, czy raczej jest to po prostu zupełnie nie moja estetyka (z wyjątkiem Oh Mercy), choć doceniam jego twórczość na tyle, na ile docenić może ją ktoś zupełnie pozbawiony słuchu 😉. Jednakże tekstowo Dylan odpowiada mi bardzo i szalenie ciągnie mnie do wartości, które gloryfikuje w swojej muzyce, toteż najchętniej czytałbym go dużo — dlatego po tak krótkim czasie zabrałem się za Kroniki, czyli autobiograficzny zapis różnych etapów jego kariery muzycznej. I powiem Wam, że ciągle mi mało.

Z żalem stwierdzam, iż nie mam w domu żadnej płyty Boba Dylaba, więc musi wystarczyć Wam (i mi!) zestaw płyt rockowych i metalowych mojego taty.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Trudów bycia superbohaterką ciąg dalszy — „Jessica Jones: Alias” tom 2 i 3 — recenzja

Jessica Jones — twarda kobieta, która prowadzi agencję detektywistyczną Alias i sama radzi sobie ze śledztwami, nieprzyjemnymi klientami i facetami, którzy chcą skopać jej tyłek (w zamian to ona skopie im ich), ale zupełnie nie radzi sobie z superbohaterską przeszłością i dawną działalnością w Avengers. Tom pierwszy przekonał mnie do siebie niemal stuprocentowo, toteż nie minęło dużo czasu, jak zabrałem się za tom drugi, a ostatnio również trzeci. Tym razem jednak to nie Jessica (to znaczy ona również, ale mniej), lecz nastolatki (płci żeńskiej) nie będą sobie radzić z piętnem superbohaterstwa — mowa o dwóch tomach, gdyż są one do siebie z wielu względów podobne.

Tom drugi po lewej stronie, tom trzeci — po prawej.

niedziela, 29 lipca 2018

Wycinek okresu dojrzewania albo „Pijane banany” Petra Šabacha — recenzja

Dorastanie w czasach komunizmu — czy tylko mi się wydaje, że to temat, który już dawno się przejadł i teraz odbija się czkawką? Dla tych, którzy czują przesyt takimi historiami, ale jednak je lubią i chcieliby jakąś przeczytać, ale wolą nie ryzykować ze słabymi pozycjami, mam propozycję powieści bardzo dobrej, humorystycznej, ale i na tyle autentycznej, jak tylko może być autentyczna fikcja (choć inspirowana prawdziwymi wydarzeniami). Oto cudowne Pijane banany Petra Šabacha 😊.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...