niedziela, 14 stycznia 2018

Ciężar superbohaterstwa. „Jessica Jones: Alias” Briana Michaela Bendisa oraz Michaela Gaydosa (tom 1) — recenzja

Na okładce pierwszego tomu Jessici Jones: Alias widzimy kobietę. Nie patrzy nam w oczy, lecz gdzieś w dół, wyglądając na zasmuconą, może też nieśmiałą lub zawstydzoną. Widać, że ma jakiś problem. Rzuca ona dwa cienie: pierwszy jest większy i wyższy, to cień pewnej siebie, wyprostowanej, twardej kobiety, która nie boi się stawiać czoła przeciwnościom. Drugi jest mniejszy oraz bledszy, bardziej skurczony i przygarbiony, z wzrokiem skierowanym w dół. To ten mniejszy jest właściwym odbiciem Jessici; od wyższego odwróciła się plecami. Ta okładka idealnie oddaje klimat pierwszego tomu serii komiksowej autorstwa Briana Michaela Bendisa (scenariusz) oraz Michaela Gaydosa (rysunki).


Jessica Jones to była superbohaterka, która przez krótki czas była członkinią grupy Avengers, ale odeszła, pozornie z powodu mocy niedorównujących mocom pozostałych członków grupy. Obecnie prowadzi Alias Investigations, jednoosobową agencję detektywistyczną zajmującą się właściwie wszystkim  od wykrycia zdrady męża do odnalezienia zaginionej siostry.

Pierwszy tom składa się z dwóch historii. Początkowa opowiada o tym, jak podczas z pozoru rutynowego zlecenia Jessica Jones odkrywa prawdziwą tożsamość jednego z superbohaterów. Jak na prawdziwego detektywa przystało, przeczuwa ona, że coś tu śmierdzi, zaczyna zatem węszyć i odkrywa, iż wplątano ją w wielki spisek. Niestety zakończenie tej historii jest absolutnie niesatysfakcjonujące, bowiem wcześniej Bendis przez kilka zeszytów (odpowiedników rozdziałów) przedstawiał wydarzenia i powoli pozwalał odkrywać Jessice, w co tak naprawdę się zamieszała. Mógłby tę historię jeszcze bardzo długo kontynuować, ale tworzy on niepodbudowane niczym co było wcześniej, nagłe wydarzenie, które automatycznie idealnie kończy wątek. To, co się dzieje, to doskonały przykład bardzo złego deux ex machina, w wyniku którego bohaterka z opłakanej sytuacji nagle trafia na wygraną pozycję. Wygląda to trochę tak, jakby Bendis zupełnie nie miał pomysłu, jak uratować Jessicę z opresji, a był zmuszony kończyć już wątek, dlatego wpadł na rozwiązanie, które ogromnie krzywdzi zawierzającego mu czytelnika. Na szczęście uprzednia fabuła była intrygująca i ciekawie prowadzona, co trochę to zakończenie osładza, ale zarazem pozostawia tym większy żal po zakończeniu pierwszego śledztwa.

Poczatkowa historia jest wyjątkowo ciężka i ponura, zatem druga dla jej zrównoważenia o wiele lżejsza. Zaczyna się od przyjemnej kolacji Jessici z przyjaciółką, a dalej jest już tylko odrobinę ciężej. Na zmianę przeplatają się dwa wątki (dwa śledztwa)  pierwszy dotyczy zlecenia, w którym Jessica ma udowodnić, że mąż pewnej kobiety jest gejem, a drugi, w którym ma ona znaleźć zaginionego mężczyznę, twierdzącego, że jest jej krewnym. Tutaj fabuła jest już o wiele logiczniejsza i prowadzona w bardziej odpowiednim tempie, bez takiego nagłego końca jak w pierwszej historii. Te dwa śledztwa, a zwłaszcza to dotyczące męża-geja, są mniej stresogenne dla bohaterki niż poprzednie śledztwo, a całość rozładowuje również zabawny wątek fana Jessici, który wtrąca się do jej życia (ta historia nie zyskuje rozwiązania i coś czuję, że młody jeszcze w następnej części namiesza). Oprócz tego występuje tu dość nietypowy i zaskakujący zwrot akcji, retrospekcja, wstawki z powieści jednego z bohaterów oraz komentarz jednej postaci na temat drugiej i przypadkiem na temat siebie samego, z czego jednak zdaje sobie sprawę jedynie czytelniczka/czytelnik, zatem fabuła i konstrukcja tej części są o wiele bardziej przemyślane, choć i tu występuje jeden krótki fragment, gdzie trzeba na chwilę zawiesić niewiarę.


Od strony technicznej Jessica Jones: Alias również stoi na wysokim poziomie. Kadry mają układ nieregularny i oddający charakter scen  pojawiają się tu podłużne prostokąty umieszczone jeden pod drugim podczas obserwacji otoczenia przez bohaterkę, natomiast gdy analizuje ona szczegóły ubioru innej postaci, pojawia się wiele małych, nachodzących na siebie kadrów w kształcie kwadratów skupiających się na detalach wyglądu. Podczas statycznych rozmów widać szersze kadry, obejmujące całe postacie, zaś podczas kłótni i przerzucania się argumentami kadry wąskie, duszące wręcz bohaterów, co eksploatuje tylko ich przytłoczenie, aż do przejścia w chaotyczny układ kadrów oddający spanikowaną percepcję postaci. Dobre wrażenie daje również  w tych bardziej emocjonalnych scenach  ograniczenie liczy kadrów na stronie i uzupełnienie ich pustym, czarnym tłem.

Całość komiksu opiera się bardziej na rozmowach niż na akcji i walkach, ale dzieło Bendisa i Gaydosa w żadnym razie nie jest przegadane, a żywe dialogi, wzbogacone grą tłem, kadrem i mimiką postaci skupiają na sobie całą uwagę (poza tym są po prostu rewelacyjnie napisane). Wymaga to pewnego zaangażowania, na które jednak z pewnością stać dojrzałych odbiorców, nie jest to bowiem komiks dla bardzo młodych czytelników. Są tu sceny naturalistyczne (seks albo moment, gdy Jessica rozmyśla siedząc na muszli klozetowej) i chociaż są wprawdzie tylko dwie sceny przemocy, to jedna z nich jest dość brutalna i raczej nieprzeznaczona dla młodszych czytelników. Poza tym codziennością są tu przekleństwa i okrucieństwo świata  Bendis nie patyczkuje się i mówi wprost o nieradzeniu sobie ze sławą i przeszłością, o nadużywaniu alkoholu, egoizmie postaci i ich skłonności do zniszczenia każdego, kto tylko stanie im na drodze. Bohaterowie, nawet ci pojawiający się zaledwie na krótko, mają swój indywidualny rys, do zaznaczenia którego panowie używają takich środków jak gra mimiką twarzy czy specyficzne dla danej postaci, świadczące o jej charakterze słownictwo. Przewijające się postacie są cyniczne, skłonne do gierek, pełne fałszu oraz gotowe do kłamstwa z najróżniejszych przyczyn  dla własnej wygody, dobrego samopoczucia czy z powodu egoizmu. W tym wszystkim Jessica Jones wydaje się dość neutralną, o ile nawet nie pozytywną postacią, bo choć również jest gotowa do kłamstwa i pewnych nadużyć, to ma także serce aby pomóc tym, którzy są w potrzebie (jednak zdaje się nie dostrzegać swoich pozytywnych cech).

Brutalność świata doskonale oddają rysunki Gaydosa, dość toporne, niesione grubą kreską i mogące uchodzić za brzydkie  nie nieestetyczne, lecz właśnie brzydkie, ale to ma jedynie oddawać brzydotę i okrucieństwo świata. To sposób rysunku, który z pewnością nie do każdego przemówi, ale warto go przełknąć dla całej reszty zalet komiksu. Kolory, za które odpowiadał Matt Hollingsworth również są przemyślane. O ile sceny o pozytywnym wydźwięku (jak kolacja z przyjaciółką) mają jasne, przyjemne dla oka barwy, o tyle jest ich stosunkowo mało. Nocne sceny są utrzymane w ciemnych zieleniach i granatach (oraz mieszaninie tych kolorów) na czarnym tle, zaś wiele scen dziennych to przytłumione brązy, szarości i beże, z rzadka uzupełnione tylko barwą niebieską lub zieloną. Rzadkie tonacje czerwone są natomiast przeznaczone głównie dla scen wyjątkowo stresogennych dla bohaterki i również w czytelniku wywołują podobne emocje.


Sam komiks również do superbohaterstwa podchodzi w sposób dojrzały. Jessica Jones odeszła od bycia superbohaterką, bo, jak mówi, brakowało jej siły charakteru i tego, co sprawia, że ludzie chcą być... lepsi niż są (str. 121). Od tego jednak czasu nie radzi sobie ona z własną przeszłością, nadużywa alkoholu, a ludzie ciągle się jej pytają, czy była superbohaterką, czy ma moce i dlaczego odeszła. Zniszczyło to również jej relacje z matką, która wyrzuca sobie, że to z jej winy Jessica zrezygnowała z bycia częścią Avengers. Rodzina jest tu w ogóle ważną figurą  Bendis pokazuje, że superbohaterowie muszą się o nią troszczyć i że najmniejszy błąd może sprowadzić na nią nieszczęście. Superbohaterstwo staje się więc ciężkim brzemieniem i w gruncie rzeczy trudną drogą, po zejściu z której wcale nie jest łatwiej, zwłaszcza gdy zamiast brzemienia ratowania świata, człowiek musi nosić brzemię zrezygnowania z tego. Bycie herosem oznacza także rezygnowanie z siebie i przedkładanie dobra innych nad swoje własne oraz nauczenie się nieżałowania tego, nawet jeśli konsekwencje będą opłakane dla superbohatera. Jest to więc bardziej kwestia odpowiedniego podejścia do świata, a nie chodzenia w trykocie, co stawia pytanie, na ile tak naprawdę Jessica Jones superbohaterką być przestała, skoro była gotowa komuś pomóc i w żadnym razie nie była wtedy bezpieczna.

Ścieżka superbohaterstwa jest trudna tym bardziej, że ludzie nie zawsze podążają bałwochwalczo za herosami, a niekiedy się ich boją. Działa tu charakterystyczny mechanizm obcego, którego nie znamy i nie rozumiemy, zaś w związku z tym się go boimy. A na takim stosunku do obcego można zrobić wszystko  wygrać lub przegrać wybory i przede wszystkim kierować opinią publiczną, zwłaszcza przez wykorzystanie strachu i sprowadzenie ludzi na drogę przemocy, skoro przestraszonym obywatelem jest manipulować o wiele łatwiej niż tym pewnym siebie, czującym się bezpiecznie we własnym kraju. Tym samym Jessica Jones: Alias mówi o niestety nierzadko wykorzystywanej strategii politycznej i przypadkiem wzbudza refleksję na temat współczesnej sytuacji na świecie, gdzie rożne grupy społeczne przedstawiane są jako obce, a zatem także groźne i tajemnicze, co później ludzie u władzy wykorzystują do własnych celów politycznych.

Z drugiej strony, superbohaterowie to osoby niejako klasy wyższej, co także napędza nienawiść wobec nich oraz powoduje, że wielu ludzi pragnie być jak oni albo przynajmniej w części przynależeć do ich świata, chociażby kręcąc się po ich (dalekiej) orbicie  doskonałym przykładem będzie tu chociażby fan Jessici, ale komiks eksploruje ten wątek również na inne sposoby. Jak podsumowuje to pewna postać, prostaczkowie chcą, żeby szlachta zstąpiła między nich (str. 208), stąd ludzie będą rozpaczliwie szukać jakiegokolwiek dostępu do świata superbohaterów i powiązania z nim, nawet na najgłupsze sposoby. A to przecież są komentarze nie tylko do stosunków superbohaterowie  zwykli ludzie, lecz ogólny komentarz do współczesnego świata, w którym wielu ludzi zrobi wszystko, aby tylko mieć kontakt z celebrytami, aby być choć trochę znanymi, czuć w życiu emocje i czuć, ze spotyka ich coś niesamowitego i niezwykłego.

Jessica Jones: Alias to komiks, który pomimo jednej wady stoi na bardzo wysokim poziomie. Choć od strony wizualnej może wzbudzać obiekcje, jest to jedynie kwestia gustu, bowiem jakościowo rysunki Gaydosa są naprawdę dobre i warto pomimo mieszanych uczuć przeczytać komiks tak czy inaczej. Nie jest to bowiem tępe, pełne pustej akcji dzieło o banalnych bohaterach i bez przesłania, ale ciekawy komentarz do wszystkich infantylnych historii o superbohaterach oraz do współczesnego i pełnego problemów świata. A ja już zacieram ręce na kolejną część, dalszy rozwój wątku fana Jessiki oraz to, jak przy pomocy superbohaterów Bendis będzie komentował współczesny świat.

Moja ocena: 8,5/10

Jessica Jones: Alias; tom 1.
Materiał zawarty w albumie był opublikowany był pierwotnie w serii Alias #1-9.
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Michael Gaydos
Kolory: Matt Hollingsworth
Ilustracje z książki Pomocnik: Bill Sienkiewicz
Okładka albumu oraz zeszytów: David Mack
Mucha Comics, Wydanie I, 2016
Tłumaczenie: Marek Starosta

1 komentarz:

  1. Fanem superbohaterów nie jestem i być może dlatego ten komiks wydaje mi się taki interesujący, bowiem ukazuje to zagadnienie od zupełnie innej strony niż ma to miejsce w większości komiksów związanych z tą tematyką. Podoba mi się szczególnie dlatego, że jak wspominasz, więcej w nim dialogów niż akcji, a snute przemyślenia sprawiają wrażenie b. interesujących.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.