sobota, 6 stycznia 2018

Problem z płcią kulturową albo „Wszyscy powinniśmy być feministami” Chimamandy Ngozi Adichie

Rokrocznie w Afryce ma miejsce konferencja TEDxEuston poświęcona problemom i rozwijaniu tego kontynentu. Na jednej z nich, konkretnie w roku 2012, Chimamanda Ngozi Adichie wygłosiła wykład poświęcony feminizmowi, który następnie nieco zmieniono i umieszczono (wraz z artykułem Kobiecy błąd) w niniejszej książce - Wszyscy powinniśmy być feministami.


Ten wykład, kierowany w gruncie rzeczy do osób niezaznajomionych z feminizmem, ma na celu ich w niego wprowadzić i to głównie pod tym kątem należy go odczytywać, niemniej może on być rozwijający również dla osób już w temacie obeznanych. Adichie prezentuje feminizm w sposób całkiem świeży, proponując zupełnie nowe spojrzenie na pewne kwestie, ale mimo iż wchodzi w pozycję osoby tłumaczącej coś, to nie obraża przy tym inteligencji czytelnika. Przede wszystkim skupia ona uwagę na płci kulturowej (czyli na tym, jak w kulturze postrzegani są mężczyźni oraz kobiety), a w związku z tym opowiada o historycznych przyczynach tego, że mężczyźni rządzą światem, tłumaczy jednak również, dlaczego we współczesnym świecie już tak być nie powinno. Jest to coś nowego, ponieważ dość rzadko szuka się tak głęboko przyczyn współczesnej sytuacji kobiet (a przynajmniej rzadko się o tym mówi), jednak nie ma tu negatywnego spojrzenia na te przyczyny, co więcej Adichie uznaje je za całkiem logiczne. Autorka w złym świetle postrzega jedynie współczesność, jednak z pewnością nie początki historii, które były pierwszym etapem obecnej sytuacji kobiet.

Skupiając się na współczesności, Adichie mówi o sytuacji kobiet w dzisiejszych czasach, kiedy nie powinny się one złościć ani być twarde, a muszą dbać o swoich mężów, przez których pryzmat są postrzegane oraz powinny rezygnować z siebie na rzecz rodziny, o ile nie mogą pogodzić zajmowania się nią z pracą. Autorka zauważa także, że kobiety muszą wyglądem udowadniać swoją wartość oraz pełno ich na niskich stanowiskach, kiedy te wysokie zajmowane są praktycznie tylko przez mężczyzn. Adichie krótko, lecz bardzo zwięźle to omawia, aczkolwiek nie analizuje, jednak w przeciwieństwie do książki Rebecci Solnit nie jest to wadą, bowiem Wszyscy powinniśmy być feministami to jeden esej, mówiony podczas konferencji, który siłą rzeczy nie może zawierać analizy wszystkiego. Ponadto autorka opowiada wiele anegdotek, które wprowadzają do poruszanej tematyki, a zarazem ją rozwijają i są ważnymi przykładami potwierdzającymi jej tezy, a poza tym wskazują, gdzie w życiu codziennym występują zjawiska, o których Adichie mówi.

Skupiając się na płci kulturowej, autorka mówi o tym, że to ona stanowi sedno problemu, a trzeba zmienić postrzeganie w kulturze zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zdaje ona sobie sprawę z tego, że to trudne, ponieważ ciężka jest rozmowa o tym, co wryte jest głęboko w ludzką psychikę i sposoby myślenia, a co trzeba przekształcić. Adichie mówi, że płeć kulturowa jako temat do rozmowy krępuje ludzi, a czasem nawet ich irytuje. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety nie lubią rozmawiać o płci kulturowej albo szybko odrzucają związane z nią problemy. Ponieważ myślenie o zmianie status quo jest zawsze niewygodne (str. 44). Wierzy jednak, że tak jak kultura kształtuje ludzi, tak oni sami mogą oraz muszą ją kształtować, a do tego wszystkich namawia.

Co istotne, autorka zwraca uwagę na to, że zmienić należy również wychowanie dzieci, ponieważ bez tego nie nastąpi prawdziwa rewolucja. Adichie mówi o tym, czego powinno się uczyć chłopców, a czego nie oraz o tych samych kwestiach w sytuacji dziewcząt. Jest to stosunkowo świeże spojrzenie na problem, bo tak jak wiele dzieł feministycznych skupia się na analizie zjawisk i rozwiązaniach zmieniających świadomość społeczną już u dorosłych, o tyle niewiele prac skupia się na potrzebie wprowadzania już nowej świadomości u dzieci.

Chimamanda Ngozi Adichie prezentuje dość ciekawy esej poświęcony feminizmowi. W dobie kapitalizmu, gdy kobiety mają prawo na udział w głosowaniach oraz posiadają pozornie pełnie praw, autorka skupia się już nie na sytuacji prawno-gospodarczej, ale na społecznym i kulturowym spojrzeniu na kobiety, pełnym umniejszania ich pozycji i wartości. Krótko analizuje i omawia współczesne problemy, podając przy tym nietuzinkowe, bo mocno powiązane z wychowaniem dzieci rozwiązania. To wszystko sprawia, że esej Adichie jest, pomimo jedynie wprowadzania ludzi w temat, pracą niezwykle wartą lektury i rozwijającą zarówno dla osób niezaznajomionych w feminizmie, jak i dla tych już w temacie oczytanych.

Moja ocena: 7,5/10

Moja prywatna definicja feministy lub feministki to mężczyzna albo kobieta, która mówi: "Tak, dzisiaj istnieje problem z płcią kulturową i musimy go rozwiązać, musimy znaleźć lepsze wyjście. My wszyscy, kobiety i mężczyźni, musimy znaleźć lepsze wyjście".
(str. 51)


Chimamanda Ngozi Adichie, Wszyscy powinniśmy być feministami, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Wydanie I, Poznań 2017
Tytuł oryginału: We should all be feminists
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz

14 komentarzy:

  1. Zdecydowanie moje must read :-) dzieki za tę recenzję ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, to jedna z tych książek, którymi trzeba dzielić się wzdłuż i wszerz :).

      Usuń
  2. Pierwsze słyszę, więc fajnie, że polecasz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja myślałem, że o tej książce już prawie wszyscy słyszeli ;). W takim razie tym bardziej się cieszę, że udało mi się podzielić nią z kimś, kto jeszcze jej nie znał :).

      Usuń
  3. Słyszałem o tej autorce, słyszałem o tej książce, ale nie poznałem jeszcze żadnej z książek tej pisarki, nie czytałem również wspomnianej pozycji (czyli wychodzi na to, że mam sporo do nadrobienia). Pozycja wydaje się całkiem interesująca, bowiem wg mnie wokół feminizmu narosło wiele przekłamań, mitów, w rezultacie czego definicja ruchu jest mocno, mocno rozmyta, co nierzadko prowadzi do ogromnych uproszczeń opartych na stereotypach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Chimamandy Ngozi Adichie czytałem tylko tę pozycję, ale planuję to w najbliższym czasie zmienić - zrobiła na mnie dobre wrażenie tą książką, a słyszałem, że jej twórczość ogólnie jest warta poznania. Zaś co do tej pozycji, to zgadzam się, idealnie nadaje się ona do walki ze stereotypami wokół feminizmu - osobiście planuję proponować ją znajomym krytykującym feminizm, a nuż to coś zmieni ;).

      Usuń
  4. Zdecydowanie nie moja tematyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, namawiam jednak do przeczytania, bo a nuż przekona Cię do siebie ten rodzaj literatury ;). I żeby nie było, piszę to jako osoba, której kilkakrotnie zdarzyło się już sięgnąć po coś, co pozornie wydawało się zupełnie nie w moim guście, a potem ogromnie cieszyłem się z tego, że jednak daną książkę przeczytałem ;).

      Usuń
  5. No i po raz kolejny się zgadzamy - to stanowczo tekst dla tych, którzy dopiero zaczynają, zastanawiają się, czym jest feminizm. Autorka pięknie mówi o tym na samym początku, gdy deklaruje, że będzie uśmiechniętą, malującą usta, lubiącą mężczyzn, golącą nogi itd. feministką ;). Dobrze się to czyta, nawet bardzo, ale tekst stanowczo nie zaspokoił moich potrzeb. Chyba na tym etapie, na którym jestem w tej chwili, lepiej dociera do mnie agresywna stylistyka typu Solnit, niż stonowana, dygresyjna Adichie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest taka walka ze stereotypami narosłymi wokół feminizmu, ale walka ugrzeczniona, bez szokowania i pokazywania, że godną szacunku kobietą jest również ta, która się nie maluje, nie goli nóg i jeszcze o zgrozo nie uśmiecha się ;P. Ale pewnie tego, co im daje Adichie ludzie potrzebują ;). Ja na tę książkę patrzyłem trochę z innej perspektywy, nie w celu zdobywania wiedzy teoretyczno-feministycznej, ale aby zrecenzować książkę, której grupą docelową nie jestem. I w związku z tym byłem pozytywnie zaskoczony - nie spodziewałem się na przykład tego, że będzie mowa o wychowywaniu dzieci. Głos, że nowe pokolenia trzeba uczyć już nowych wartości i nowej świadomości jest raczej cichy w mediach feministycznych, a przynajmniej ja go nie słyszę - nie spotkałem się z nim tak właściwie w na stronach typowo poświęconych feminizmowi, a jedynie na kilku blogach poświęconych szeroko rozumianemu rodzicielstwu, które przy okazji prowadzą feministki/feminiści (a przynajmniej w tym aspekcie mają takie poglądy). Nie potrafię natomiast porównać ze sobą Solnit i Adichie - to dla mnie zupełnie inne książki, bo Adichie recenzuję po to, aby mówić o niej osobom niezaznajomionym z feminizmem (i w tym kontekście sprawdza się bardzo dobrze), a Solnit dla własnego samorozwoju (i tu miałem kilka uwag, choć i tak ten esej dał mi o wiele więcej wiedzy niż Adichie) ;).

      Usuń
  6. To moje must read od kiedy dowiedziałam się o tej pani, czyli od końcówki 2013 roku - czekałam tylko na polskie tłumaczenie w końcu (swoją drogą muszę sobie chyba odświeżyć mój angielski, bo strasznie mi zardzewiał). Bardzo podoba mi się fakt, że autorka przedstawia również kwestię wychowywania nowego pokolenia w nowej świadomości. :)

    Pora się zatem zaopatrzyć w ten esej i w końcu w "Mężczyźni objaśniają mi świat". ;)

    Jako "tajemnicę" zdradzę Ci, że od jakiegoś czasu podczytuję Simone de Beauvoir "Druga płeć", czyli absolutną klasykę literatury feministycznej, ale to straszna cegła jest (816 stron), więc chwilę mi to zajmie. ;) A na półce czeka na mnie kolejna z cegłówek, bo "Reakcja, czyli niewypowiedziana wojna przeciw kobietom" Susan Faludi (760 stron).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojacie, a ja o tej książce usłyszałem dopiero w tym roku! :P. Też tak mam - mój angielski po zdaniu matury stopniowo zaczął kuleć, na początku studiów jeszcze mieliśmy ten przedmiot, ale taki typowo medyczny, więc gramatyka i ogólne słownictwo niestety z roku na rok coraz bardziej mi słabną :/.

      "Druga płeć"! To mój wielki must-read feministyczny, ale właśnie przeraża mnie objętość tej książki - musiałbym ją czytać w wakacje przez całe wakacje i to trochę straszne :P. Nawet jeszcze jej nie kupiłem, mam natomiast "Reakcję..." , ale tu tak samo mnie przeraża objętość, więc czekam z nią na wakacje - na razie zabiorę się za krótsze pozycje ;). Ale mam nadzieję, że de Beauvoir się podoba - oby ta chwila minęła szybko, a Twoja recenzja pojawiła się już niedługo ;).

      Usuń
  7. Wydaje mi się, że to całkiem ciekawe wprowadzenie do feminizmu. Przyznam szczerze, że mam ochotę kupić tę książkę mojemu mężowi - niech mnie ktoś wreszcie wyręczy w tłumaczeniu mu feministycznych ideałów ;) Oczywiście, sama przy okazji chętnie ją przeczytam, ponieważ świeże spojrzenie Adichie może nauczyć mnie czegoś nowego. Choć obawiam się, że spokojna retoryka autorki może nie do końca wpisać się w moje wojownicze zapędy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz kupić, choć uprzedzam, że i tak dużo będziesz musiała mu dopowiedzieć - Adichie to dopiero pierwszy krok na drodze do pełni istoty i teorii feminizmu, więc jeszcze będzie go czekała długa droga ;). No tak, wojownicze zapędy to nie ta autorka - ona jest raczej jak spokojna nauczycielka ;). Pewnie też dlatego tak bardzo mi pasuje - ja jestem raczej typem teoretyka, który zanim cokolwiek zrobi, musi poznać temat z wielu stron, bo dopiero wtedy poczuje się na tyle pewnie, aby zacząć działać ;). Co akurat niestety jest już w pewnym stopniu wadą ;).

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.