![]() |
| Tak, to mój fartuch z namalowanym (przeze mnie!) zębem 😛. |
Wszyscy wiemy, jak to wygląda. Idzie się do lekarza, a tam gigantyczna kolejka, czekać trzeba długo, zaś potem wizyta okazuje się za krótka, a lekarz nerwowy i niechcący nic wytłumaczyć. Ewentualnie przechodzi on korytarzem, nie patrząc w oczy, byle tylko nikt go nie zaczepił ani nie zadawał pytań, tak że w końcu pacjent lub pacjentka czuje się w przychodni — stworzonej przecież dla niego lub dla niej, a nie dla lekarza — jak piąte koło u wozy czy nieproszony gość. Znamy to, jeśli nie z autopsji, to z opowieści rodziny czy znajomych osób. Jak to jest, że na studia medyczne idzie młody, pełen zapału i empatii człowiek, a po pewnym czasie praktyki lekarskiej chodzi po szpitalnym korytarzu nieczuły i zrzędliwy jego wrak? Paweł Reszka postanowił to sprawdzić i tak powstali Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy.



