piątek, 9 listopada 2018

10 książek mojego życia, czyli wyzwanie facebookowe

Jakiś czas temu (grubo ponad miesiąc 😛) zostałem nominowany przez Pałac Wiedźmy do napisania o 10 moich ulubionych książkach, a przez osobę, z którą jestem w związku i przez @mimbladora_ z Instagrama do napisania o 7 najważniejszych książkach życia. Fakt nieposiadania fizycznie żadnej z tych książek w Gdańsku, gdzie studiuję, znacząco mi ten post utrudnił (gdyż nie mogłem im zrobić zdjęcia, a zdjęcie musi być) ale skoro tylko wróciłem do domu rodzinnego na weekend, postanowiłem się za to zabrać. Powstał z tego jeden post zawierający 10 książek, ale nie ulubionych, lecz najważniejszych, gdyż ulubione zmieniają się na poszczególnych etapach życia, a najważniejsze nie. Będzie z opisami, bo dlaczegóż by nie. Zaczynajmy!

Post ten nie będzie oczywiście odnosił się do całościowej oceny książek, a jedynie do tych elementów, które wpłynęły na mnie znacząco. Co więcej, kilkakrotnie mówię o mojej interpretacji sprzed kilku lat albo odnoszę się do własnej oceny danej pozycji z przeszłości, chociaż obecnie nie mam pewności, czy nie było błędów w moim dawnym myśleniu; jednak nawet jeśli, to wynik tego błędu mnie ukształtował.



1. Lalka — Bolesław Prus
Bez dwóch zdań najważniejsza i najlepsza powieść, jaką przeczytałem w życiu. Teoretycznie nie jest to książka, która ukształtowała mnie w jakiś szczególny sposób, zarazem jednak zmieniła wszystko, ukazując rozmach, z jakim można tworzyć literaturę, wielość znaczeń i symboliki. Zapadła w pamięć na tyle, że do dziś prywatnie nawiązuję wielokrotnie oraz pokochałem ją na tyle, że wręcz zostałem psychofanem i pamiętam bardzo wiele drobnych szczegółów, czego dowiedziałem się ostatnio przypadkiem, tłumacząc coś jednej koleżance. Wielbię nad życie i wielbić nie przestanę.

2. Zbrodnia i kara — Fiodor Dostojewski
A ta książka już mnie zmieniła i gdyby nie ona, to nie rozmawialibyście z takim Filipem, z jakim dzisiaj rozmawiacie, a — poleci oczywistością — zupełnie innym. To chyba od tej książki zaczęła się moja miłość do wątku dobra i zła w literaturze oraz to dzięki niej przekonałem się, jak bardzo złe są buta i arogancja. Aby uzmysłowić, jak ważna była dla mnie, mogę tylko napisać, że o wielu aspektach tego, jak na mnie wpłynęła, nie napiszę, gdyż są zbyt osobiste i nie mówię o nich nikomu.

3. Dżuma — Albert Camus
Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka.
Jeżeli dżumą nazwiemy zło tkwiące w człowieku i dodamy do tego napisany punkt wyżej fakt, iż kocham motyw dobra i zła, to otrzymamy odpowiedź na pytanie dlaczego tak bardzo kocham tę książkę. I dlaczego była dla mnie tak ważna. Wiem — lecę tu z jakimś strasznym patosem w kółko opowiadając o dobru i złu, ale nic nie umiem poradzić na to, że to zagadnienie jest dla mnie super ważne i dotyka mojej duchowości (nie jestem zbyt wierzący, do kierowania się tym, co słuszne, potrzebuję czegoś innego niż religia, a z racji tego, że od dziecka wszystkie problemy rozwiązuję za pomocą literatury, to również ona mi w tym pomaga).

4. Ferdydurke — Witold Gombrowicz
Moja ulubiona powieść Gombrowicza i w ogóle jedna z ulubionych powieści. Obraz tego, jak zmieniamy się w zależności od osoby, przy której jesteśmy, jak wkładamy coraz to inną gębę (co w sumie oznacza, że nigdy nie jesteśmy naprawdę i że nawet nam nie jest dane poznać samych siebie) oraz jak udajemy, a także moje pierwsze spotkanie z zupełnie innym typem prozy, metaforycznym, pełnym satyry i wykorzystującym bardzo różne koncepcje literackie. Dla mnie Gombrowicz był obrazem zupełnie nowej jakości, symbolem tego, że można pisać inaczej i do dziś pozostał jedną z największych miłości, a Ferdydurke — niedoścignionym wzorem tego typu powieści.

5. Proces — Franz Kafka
To de facto na tej liście książka, którą przeczytałem jako pierwszą, bowiem jeszcze w gimnazjum, mając jakieś 14 lat. Jak na ten wiek zrozumiałem z niej chyba całkiem dużo (również za sprawą posłowia, ale nie ma się czego wstydzić, w gimnazjum przecież nie byłem w stanie dokonać analizy tej powieści — choć wtedy uważałem, że to wstyd, że nie potrafię). Kolejne — a raczej pierwsze — dzieło, które w znaczący sposób zmieniło moje życie i dzięki któremu nauczyłem się, że marazm to najgorsza rzecz, na jaką można sobie w życiu pozwolić. Cóż, teraz niekoniecznie tak uważam, ale wtedy byłem święcie przekonany, że tak jest i bardzo mnie to ukształtowało. Oraz wpłynęło na tyle, że gdy pisałem scenariusz do przedstawienia gimnazjalnego w II gimnazjum, to całość bardzo mocno nawiązywała do Procesu (i do twórczości The Doors). Szkoda, że w końcu go nie wystawiliśmy.

6. Przygoda z owcą — Haruki Murakami
Książka, którą czytałem dokładnie rok po Procesie Kafki. Pisząc ten post, nie byłem pewien, czy to o tej książce Murakamiego powinienem napisać, uznałem jednak że tak, skoro nie pamiętam, która była dla mnie najważniejsza, ta natomiast była pierwsza i dlatego chcę ją potraktować jako symbol tej najważniejszej. W gimnazjum byłem święcie przekonany, że jestem jedyną osobą na świecie, dla której książki są takie ważne, bowiem nikt inny niż ja nie miał tak poważnego dylematu czy zostawać w domu, czy spotykać się ze znajomymi. Wtedy jednak przyszedł Murakami i okazało się, że jego bohaterowie — i w tym wypadku autor, czyli co najmniej jedna osoba na świecie — są tacy jak ja, że dla nich również książki są ważne, i że oni również potrafią być bardzo samotni. To sprawiło, że wtedy samotny stałem się trochę mniej.

7. Wrota  — Sōseki Natsume
Czas liceum i moment, gdy byłem bardzo mocno zauroczony pewną niesamowicie inteligentną i zaczytaną dziewczyną, do której bardzo nieudolnie starałem się zbliżyć. I wtedy trafiły się Wrota, które — nie mogę napisać dlaczego i w jaki sposób, gdyż byłby to naprawdę wielki spoiler — nauczyły mnie tego, że nawet jeśli nie uda się — na przykład zbliżyć do pewnej osoby — to i tak sama próba jest ważna i czegoś uczy. (A z uczucia do tej dziewczyny nic nie wyszło).

8. Pod prąd — Robert Biedroń
Byłem mocno zaskoczony, gdy obmyślając książki do tego posta, wpadłem na to, że ta musi się tu znaleźć. Czytałem ją kilka miesięcy przed założeniem bloga, gdy nie znałem jeszcze zbyt wielu osób LGBTQIA+, a feministów i feministek nie znałem w ogóle. Zaś te osoby, które miały w miarę podobne poglądy co ja, były mi znane wyłącznie z internetu, nie potrafiłem się więc zupełnie odnaleźć pośród polskiej sceny politycznej z podziałem na PO i PiS, gdy jedne osoby były za jedną partią, inne za drugą, a kolejnych w ogóle polityka nie interesowała. Wtedy wyszła książka Roberta Biedronia, a jako że był on znanym publicznie gejem, postanowiłem ją przeczytać. Biedroń mówi w niej, że jest wsparciem dla wielu młodych osób, które czują się jedynym gejem/jedyną lesbijką/jedyną osobą biseksualną na świecie dzięki pokazywaniu, że tak nie jest. Ja nigdy nie miałem takiego poczucia, czułem natomiast, że jestem niemalże jedyną osobą przeciwną dyskryminacji kobiet na świecie i jedyną osobą, która nie widzi się w wojnie PO-PiS z racji niepopierania ani jednej, ani drugiej partii. Pod prąd uzmysłowił mi, że jest inaczej, że jest możliwa inna polityka i że jest możliwe równościowe podejście do kobiet. Pomimo że Robert Biedroń obecnie nie jest mi bardzo bliski politycznie (mam bardzo lewicowe poglądy), to jego książka oraz spotkanie autorskie z nim (na którym było tyle osób w jakiś sposób do mnie podobnych!) było dla mnie niesamowicie istotne.

9. Mit urody — Naomi Wolf
Czyli książka, która była moim przebudzeniem feministycznym. Uzmysłowiła mi, że jestem stuprocentowym feministą, pokazała opresyjność naszej kultury oraz ukazała jak wielka jest dyskryminacja kobiet na świecie. Zresztą osoby, których blogi czytam, wiedzą, jak ważna jest dla mnie, bo przy bardzo wielu postach o feministycznych książkach zdarza mi się do Mitu urody nawiązywać i męczyć — mam nadzieję, że nie za bardzo! — ludzi pytaniem: a przeczytałaś/przeczytałeś (już) Mit urody? Poza tym, co istotne, ta książka mówi o pewnych stanach psychicznych wspólnych dla bardzo wielu — a być może nawet wszystkich — kobiet, co uzmysłowiło mi, że zupełnie się z tymi doświadczeniami nie identyfikuję i było ważnym krokiem na mojej drodze ku odkryciu, że jestem chłopakiem. 

10. Fanfik — Natalia Osińska
Czytając Mit urody, równolegle czytałem także Fanfik, który opowiada o transpłciowym chłopaku, więc ta książka — obok Mitu urody — uzmysłowiła mi, że nie jestem kobietą, jako że bardzo wiele moich doświadczeń było wspólnych z tymi głównego bohatera. Chociaż ta książka była obiektywnie średnia oraz było w niej kilka przekłamań — ewentualnie pokazywała jako uniwersalne pewne jednostkowe doświadczenia transpłciowości — to była ważnym krokiem ku mojemu odkryciu własnej tożsamości. A to oznacza, że pomimo wad, Natalii Osińskiej udało się zrobić coś najważniejszego, mianowicie przyczynić się do zmiany czyjegoś życia. I za to będę jej zawsze dziękował. (A nie mówiłem, że rozwiązuję problemy literaturą? 😛)

A do zabawy dalej zapraszam wszystkich chętnych, zaś specjalnie nominuję Olgę z Okiem Wielkiej Siostry i Piotra (Ambrose'a) z Klubu A+A (i parę innych osób na prywatnym Facebooku lub moim Instagramie, gdzie również na ten temat piszę). Zabawa w wersji Pałacu Wiedźmy polega na 10 ulubionych książkach, a zabawa mojej osoby na 7 najważniejszych książkach bez wyjaśnień i pierwotnie toczyła się na Facebooku, ale ja przeniosłem ją tutaj.

5 komentarzy:

  1. Bardzo osobista lista, jesteś samoświadomy tego jaka książka w jakich momentach życia miała na Ciebie największy wpływ (ja na przykład nie do końca to wiem). To co napisałeś jest bardzo odważne i jednocześnie ciekawe :-). Bliskie mi są Twoje wybory - "Lalka" wydawała mi się (gdy ją czytałam ileś lat temu) niemalże jedyną naprawdę nowocześnie napisaną i wartą dyskusji lekturą szkolną. Dostojewski to był cios, wstrząs psychiczny, miałam dreszcze jak czytałam "Zbrodnię i karę", ale pewnie wtedy nie byłam gotowa na tak bliskie spotkanie z psychiką zbrodniarza i zrozumienie sensu tej powieści. Kafka był koszmarem, przez który każdy powinien przejść, tak ostrzegawczo - ogromny ładunek emocjonalny, absurdalny, potworny sen, a jednak tak rzeczywisty. Murakami też był dla mnie odkryciem i dojmującym przeżyciem, tak jakbym wchodziła w świat osoby autystycznej, niedostosowanej, na wskroś samotnej i jednocześnie odkrywała te cechy w sobie. W tę prozę wchodzi się tak płynnie i tak ona wchłania człowieka, że jest to aż niebezpieczne...

    Ja często zadaję ludziom pytanie, co czytają, żeby dowiedzieć się o nich więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. „Zbrodnię i karę” wspominam z czasów szkoly średniej bardzo dobrze! :) „Proces” w sumie tez.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja cię podziwiam że udało ci się zamknąć w 10 ;p ja będę miał problem ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Zbrodnię i karę" pokochałam od pierwszej strony, a Dostojewskiego teraz wielbię, jako jednego z piątki moich literackich i pisarskich mistrzów. Fenomenalny. Ten klimat, brud, szynki, Petersburg, psychika Raskolnikova jako zbrodniarza... ach, cudowne! Do ,,Ferdydurke" zrobiłam podejście w zeszłe wakacje, ale nie przemówiła do mnie narazie (ale spróbuję jeszcze raz, z pewnością), za to Gombrowicz urzekł mnie w ,,Pornografii". Masz rację do jego ,,inności" - to zupełnie inny poziom bycia? poznania? pisania? wszystko po kolei :) ,,Proces" był w porządku dla mnie, cenię za przekaz i jego wyjaskrawienie, dobitne ukazanie niesprawiedliwości wobec Józefa K. i właśnie tej wieloznaczeniowości, o której napisałeś.
    I na koniec - zachęciłeś mnie do Murakamiego. Też czasami toczę wewnętrzną dysputę z samą sobą, czy zostać w domu i poczytać, czy spotkać się z przyjaciółmi.
    Bardzo ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, masz aż dwa komplety "Lalki"? :) "Lalkę" też wielbię od zawsze, ale z wiekiem zmieniam stosunek do bohaterów. Na początku niezbyt lubiłam Wokulskiego, uważałam go za gbura i kogoś w rodzaju stalkera, potem zaczęłam patrzeć na niego łaskawiej. Z kolei Izabelę lubiłam, ale z czasem przestałam ją tolerować. Dużo w Twoim zestawie lektur szkolnych, co chyba znaczy, że lektury wcale nie są tak źle dobierane, jak niektórzy mówią. Ja bardzo lubiłam lektury, jedynie powieści powieści Sienkiewicza wydawały mi się niestrawne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować :). Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...