niedziela, 6 stycznia 2019

Sztuka dla popularności — „Paw królowej” Doroty Masłowskiej — recenzja

W recenzji będą pojawiać się cytaty zawierające słowa wulgarne, taki bowiem jest momentami język powieści.

Dorota Masłowska znowu nie zostawia jeńców. Tym razem jednak, zamiast jak w Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną mówić o młodych, niewykształconych ludziach, nadużywających alkoholu, pełnych przemocy i pozostawionych samym sobie przez państwo, mówi o artystach i artystkach, celebrytkach i celebrytach. I tym razem, mając już pewne doświadczenie pisarskie,  nie popełnia tych błędów co w swoim debiucie, pozostając od początku do końca całkowicie bezlitosną.


Paw królowej to kilka historii powiązanych ze sobą osób ze światka sceny muzycznej, mniej lub bardziej (z reguły mniej) utalentowanych. Choć po prawdzie ciężko to ocenić, bowiem oni, zamiast stawiać na sztukę dobrą jakościowo, stawiają na tę, która najlepiej się sprzeda. Tyle, że u Masłowskiej jest to wyolbrzymione do granic możliwości i groteskowe najbardziej, jak tylko się da, toteż agenci prześcigają się w wytwarzaniu — bo inaczej tego nazwać nie można — coraz to bardziej kontrowersyjnych zespołów, śpiewających o coraz dziwniejszych rzeczach i robiących jeszcze bardziej szokujące rzeczy na scenie. Paw królowej to obraz świata, gdzie najbardziej liczy się pieniądz i sława, a zatem najbardziej liczy się odpowiedni marketing, odchodzi więc do lamusa zarówno sztuka tworzona dla estetyki, jak i sztuka mająca przekazać cokolwiek o świecie — zostaje tylko wytwór ludzkiego umysłu, zlepek dźwięków, dopasowany jedynie do nastrojów społecznych, tak, aby jak najlepiej się sprzedał. Przestaje liczyć się treść, a znaczenie ma tylko forma i sposób podania — niby jesz gówno, ale za to z tęczowego talerzyka (s. 7). Masłowska cudownie, groteskowo i z pełną rozmachu pomysłowością kreśli wizję konsumpcyjnego świata, który pożera wszystko dla pieniędzy i popularności — jasną, choć nie ociekającą się o truizm metaforę naszego świata.

Jednak nie tylko tym elementom kultury popularności i wytwarzania pieniądza się obrywa, ale również wytwarzaniu krótkotrwałych, błyszczących gwiazd, które bierze się znikąd i którym wymyśla się całą estetykę i przekaz, tylko po to, aby zyskać na tym pieniądze. Zresztą w Pawiu królowej w ogóle nie ma świętości ani granicy, której by nie przekroczono w celu zyskania sławy, łącznie z wykorzystywaniem brzydoty, by na niej zarabiać, choć zanim się na to wpadło, wyśmiewano ją do reszty, a nawet — znęcano się na kimś o niekanonicznej urodzie. W ogóle świat Masłowskiej jest pozbawiony jakiegokolwiek dobra i nadziei, ludzie się boją, uciekają do przemocy (zwłaszcza wobec kobiet), a wszystko to wspiera dzisiejszy bóg — pieniądz.

Bo zło to nie ulica ani nie dzielnica, bo zło to twoja głowa, posłuchaj moje słowa, choć różne są gadżety i różne są loga, mijają doby a ty wciąż nieduży masz wybór, czy w centrum złotym nożem cię zabiją, czy na Pradze kijem. (s. 7)

Niemniej Dorota Masłowska daje do zrozumienia, że w konsumpcyjnym i kapitalistycznym świecie, w którym ci, którzy mają pieniądze, zyskują coraz bardziej, a ci, którzy ich nie mają, muszą pogrążać się w pozbawionych szacunku i godności pracach, byle tylko wyżywić rodzinę, dotyka to nas wszystkich i aby to pokazać, znowu (tak samo było w Wojnie...) umieszcza w powieści samą siebie, również niewolną od potrzeby zarabiania kosztem szacunku do samej siebie (choć niemającą innych możliwości). Zresztą to również pewne mrugnięcia oka do osób, które czytały jej poprzednią książkę i ją krytykowały, narratorka bowiem wielokrotnie uspokaja, że pisarka Masłowska już żadnej powieści więcej nie napisze. Jest również wiele komentarzy dotyczących Pawia królowej, w których pojawia się jego ocena i analiza przez postać narratorki-autorki, zupełnie jednak fałszywa i tak naprawdę o wiele lepiej odnosząca się do piosenek, które tworzą powieściowe zespoły niż do Pawia.... Zresztą kilka innych zabiegów literackich będących w powieści też jest w niej tak tłumaczonych — zupełnie fałszywie.

Niemniej Paw królowej stoi wysoko nie tylko za sprawą przekazu, ale również dzięki językowi — tak jak w Wojnie... jest on bardzo dobrze stylizowany na grupę społeczną, która się nim posługuje, również odpowiednio przejaskrawiony i co ciekawe — rytmiczny. Wielokrotnie czyta się Pawia królowej zupełnie tak, jakby słuchało się powieści hip-hopowej, co jest świetnym dokonaniem Masłowskiej i tylko pokazuje, jak dobre ma ona ucho do naszej codzienności. Poza tym także paw, symbol królewskości, pychy i próżności mówi sam za siebie.

Dorota Masłowska tworzy cudowną, groteskową krytykę współczesnego świata, kultury, w której najbardziej liczą się pieniądz i sława, ludzie są wiec gotowi zrobić dla nich wszystko. Posiada doskonałe ucho do mowy potocznej, do hip-hopowego, rytmicznego języka i zachwyca tym, jak bardzo wszystko odbija w krzywym zwierciadle. Warto znać, nawet jeśli zawiodło się na Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną — Paw królowej zdecydowanie tamto złe wrażenie zaciera.

Moja ocena: 7,5/10

Dorota Masłowska, Paw królowej, Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2017
Wydanie pierwsze: 2005

8 komentarzy:

  1. Swego czasu zaczęłam tę książkę czytać, ale porzuciłam ją. Może czas najwyższy do niej wrócić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, chociaż jest specyficzna, więc jak Ci nie podpasuje, to nic na siłę :P.

      Usuń
  2. Już dość dawno temu czytałem "Kochanie, zabiłam nasze koty". Utwór bardzo przypadł mi do gustu, jako mocno groteskowa krytyka konsumpcjonizmu, ale od tej pory nie sięgałem już po twórczość Masłowskiej. Swoją recenzją narobiłeś mi ochoty, by wrócić do tej intrygującej pisarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem warto - wydaje mi się, że "Kochanie..." będzie na tyle podobne do innych jej książek, że się nie zawiedziesz - ja z kolei nie zawiodę się "Kochanie..." :D. Została wydana jako następna powieść po "Pawie" (możliwe, że dramaty były przed nią, ale tak czy inaczej to na pewno następna powieść), a że jakoś Masłowską lubię czytać w kolejności wydawania, to już się na "Kochanie..." cieszę - pewnie w 2019 przeczytam :D.

      Usuń
  3. Kiedyś, dawno temu próbowałam przeczytać "Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną". Niestety poległam. Może byłam za młoda do niej, ale jakoś od tamtej pory nie ciągnie mnie znowu do prób zmierzenia się z prozą Masłowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie byłaś za młoda - "Wojna polsko-ruska..." jest po prostu słaba :D. A na poważnie, może to po prostu nie Twój styl powieści? Bo "Paw królowej", choć znacznie lepszy, jest jednak dość podobnym. Jeśli więc nie lubisz tego, jak Masłowska pisze tak ogólnie, to nawet lepsza książka może Ci nie pasować. Ale w końcu nic na siłę ;).

      Usuń
  4. Doskonale napisałeś o prozie Masłowskiej i to mi wystarczy, żeby wyobrazić sobie ten groteskowy świat, który oczywiście i do mnie, jak do każdego, jakoś dociera, na szczęście może nie przenika. Poprzestanę jednak na tym, co napisałeś i raczej nie sięgnę po książkę Masłowskiej :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rozumiem :). W sumie rzeczywiście jakoś Ciebie bardziej kojarzę z monumentalnymi powieściami niż z eksperymentalną, na wskroś satyryczną i wulgarną prozą Masłowskiej ;).

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować :). Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...