środa, 3 maja 2017

Macierzyństwo niespełnione - „Żaby" Mo Yana

Żaby Mo Yana to w warstwie fabularnej opowieść dramatopisarza - Kijanki - spisywana w listach i kierowana do jego mentora, pisarza Sugitaniego Yoshito. Kijanka pisze o życiu swoim oraz o życiu swojej ciotki, Wan Serce (zwanej przez ludzi po prostu ciotką), głównej postaci całej powieści, położnej pracującej na wsi, która później zgodnie z rozkazami partii komunistycznej będzie wdrażała w życie założenia chińskiej polityki jednego dziecka.


Żaby to rozliczenie z tą polityką, opowiadają one bowiem o dramacie matek, które pragnęły mieć więcej niż jedno dziecko, a musiały mieć zakładane spirale domaciczne, zaś ich mężowie byli zobowiązani poddać się wazektomii. W Chinach, gdzie do tamtej pory posiadanie dużej ilości dzieci było czymś bardzo ważnym, a istotne było zwłaszcza posiadanie synów, nagle nakazano mieć maksymalnie dwójkę dzieci, i to w odstępie ośmiu lat. Dla nas w Europie generalnie nie ma znaczenia, czy urodzi się chłopiec czy dziewczynka, ale w Chinach rodziny przeżywały ogromnie, gdy pierwszym urodzonym dzieckiem była dziewczynka, chciało mieć się jeszcze syna, ale na drugą ciążę trzeba było czekać - w przeciwnym razie w teorii płaciło się ogromne pieniądze, w praktyce jednak przymusowe aborcje były na porządku dziennym. W Chinach liczba ludności była ogromna i należało ją ograniczyć, Mo Yan jednak stawia zarzuty nie celowi polityki jednego dziecka, ale sposobowi, w jaki została wprowadzona, kiedy nagle nieuświadomione, a później uświadamiane niewłaściwie społeczeństwo musiało poddawać się zabiegom i przestrzegać praw, których zupełnie nie rozumiało.

Tym samym Żaby są opowieścią o macierzyństwie - o macierzyństwie niespełnionym, o dramacie matek, które pragnęły mieć wiele dzieci - zwłaszcza synów - a nie mogły, jednak także o ciężkim losie kobiet nie mogących mieć dzieci czy też tragedii tych, które utraciły dziecko. Z perspektywy Kijanki - mężczyzny - obserwujemy kobiety, które były lub pragnęły zostać matkami i z różnych przyczyn cierpiały. Jest to obraz poruszający, pełen smutku i melancholii, jednak mimo wszystko nie depresyjny.

Macierzyństwo jest tematem uniwersalnym bez względu na szerokość geograficzną, ale kontrola urodzeń już nie. W związku z tym być może powieść ta nie byłaby uniwersalna, gdyby nie to, że Mo Yan wprowadza tam jeszcze jeden element, dotyczący wszystkich ludzi bez względu na ich stosunek do posiadania dzieci: motyw winy. Pojawia się on zarówno na przykładzie Wan Serce, jak i innych osób. Autor zwraca uwagę na to, że często ci, którzy czują się pokrzywdzeni, sami kogoś skrzywdzili, jednak nie zdają sobie z tego sprawy - zarówno z tego, że mogli być okrutni również dla tej osoby, która ich skrzywdziła, jak i kiedykolwiek dla kogokolwiek innego. We własnych oczach jesteśmy albo świętymi, albo potępionymi; a prawda jak zwykle leży po środku. Mo Yan pokazuje to bardzo jasno - bardzo jasno zwłaszcza w porównaniu do tego, jak pokazywał różne rzeczy w innych swoich książkach - jednak nadal nie ociera się o zbytnią prostotę.

Autor ma także swoje ulubione - o ile mogę to zauważyć po przeczytaniu trzech (czyli połowy wydanych w Polsce) z jego książek, wliczając tę biograficzną - motywy w opowiadanych historiach. Pierwszym z nich jest motyw mieszania się fikcji z rzeczywistością, drugim bezpośrednio z nim związany motyw tego, że ktoś komuś coś opowiada w powieści. Opowiadający w jakiś sposób zmieniają rzeczywistość, wprowadzają do opowieści zjawiska, które nie mogły mieć miejsca naprawdę, zaś my sami musimy rozpoznać, czy dana rzecz się wydarzyła, czy niekoniecznie. Za każdym razem te motywy jednak występują w zupełnie innym ujęciu, co sprawia, że śledzenie twórczości Mo Yana staje się czymś niesamowitym (przynajmniej dla mnie) i jestem ciekawa, czy w innych jego książkach one też się pojawią (i w jakim ujęciu!). Gwoli ścisłości muszę jednak napisać, że w tej historii Kijanka (bo to on jest tu opowiadającym) nie wprowadza zbyt wielu elementów fałszujących rzeczywistość, niemniej odrobina ich była. I po trzecie, w powieści pojawia się jeszcze jeden motyw, po raz pierwszy w twórczości Mo Yana (tj. ja się z nim spotykam po raz pierwszy) - życia jako teatru. Też całkiem ciekawie pokazany.

Wyjątkowo w porównaniu do pozostałych książek tego autora, ta ma prosty styl, niezbyt wyszukany i powieść czyta się łatwo - zapewne ze względu na to, że ta książka, w przeciwieństwie do pozostałych przeze mnie czytanych, ma opowiadać nie tylko o uniwersalnych problemach, ale także krytykować coś, a przedmiot owej krytyki nie może zapewne być zbyt trudny do rozgryzienia, jeśli ma to trafić to większej liczby osób.

To właśnie z powodu wszystkich wymienionych wyżej rzeczy uwielbiam Mo Yana - pokazując typowo chińską perspektywę, porusza zarazem tematy oraz motywy uniwersalne. Polecam z czystym sercem.

19 komentarzy:

  1. Aj, Mo Yana czytałem już dawno - gościłem w "Krainie Wódki", ale jak na razie na tej pozycji skończyła się moja styczność z chińskim noblistą. Chociaż na półce czekają już "Obfite piersi, pełne biodra" :)

    "Żaby" sprawiają wrażenie niezwykle interesującej pozycji, głównie z uwagi na podjętą politykę. Polityka jednego dziecka była, eufemistycznie rzecz ujmując, mocno niefortunna, ale przyznać trzeba, że była to jedna z pierwszych prób kontroli liczności naszej populacji. A z perspektywy całej planety, uwzględniając gwałtowny przyrost liczby ludności i mając na względzie ograniczone możliwości naszego globu, takie działania wydają się nieuniknione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, "Kraina wódki", jak miło było przeczytać recenzję książki, która tak bardzo mi się podobała kiedyś! :) Choć przyznaję, że moje wrażenia były trochę odmienne od Twoich. Niestety nie napiszę szczegółowo, na czym polegała różnica, gdyż zeszyt z notatkami z lektury został w drugim domu, a ja bardzo dokładnie już nie pamiętam, niemniej tak ogólnie odniosłam wrażenie że Mo Yan porusza tam temat nie tylko alkoholu i jego wpływu na człowieka, ale równie ważnym tematem czyni twórczość pisarską, to jak jedno dzieło (opowiadania Li Yidou) mają wpływ na dzieło inne (historia Ding Gou'era). Pewnie jednak skoro czytałeś w 2014 roku nie pamiętasz już, czy też o tym pomyślałeś?

      A "Obfitych piersi, pełnych bioder" nie czytałam na razie, oprócz "Żab" i właśnie "Krainy wódki" czytałam jeszcze tylko "Bum!". Jestem ciekawa Twoich wrażeń na temat "Obfitych...", które na mojej półce czekają również. :)

      Tak. "Żaby" zwracają uwagę, że jeśli kiedyś będzie trzeba rzeczywiście wprowadzić jakąś politykę ograniczającą przyrost naturalny na Ziemi, będzie należało zrobić to rozważnie i koniecznie najpierw odpowiednio uświadomić społeczeństwo, w przeciwnym razie będzie ono cierpieć i szukać sposobów na oszukanie przedstawicieli władz kontrolujących ową politykę, w związku z czym nie będzie ona tak skuteczna.

      Usuń
    2. "Krainę wódki" czytałem już chwilę temu, ale coś nie coś jeszcze pamiętam, i faktycznie kojarzę, że sporo miejsca poświęcono literaturze, sposobów, w jaki powstaje. Z tego punktu widzenia można by uznać dzieło Mo Yana za książkę o rysie postmodernistycznym - gra z czytelnikiem, metafikcja, itd. Z perspektywy powieści, które przeczytałem od momentu stycznością z "Krainą Wódki", pozycję Mo Yana przyrównałbym do "Niesztuki" Pétera Esterházy'ego - Węgier także b. chętnie snuł rozważania nad naturą literautry :)

      Usuń
    3. "Kraina wódki" ze wszystkich książek Mo Yana podobała mi się najbardziej, więc z ogromną przyjemnością przeczytam coś porównywalnego. Wprawdzie obiła mi się kiedyś o uszy "Niesztuka" Esterházy'ego, jednak nie zdawałam sobie sprawy, że to aż tak interesująca lektura. Sięgnę z pewnością.

      Usuń
  2. Ograniczenie do posiadania tylko jednego potomka zawsze wydawało mi się niezwykle brutalne, skazujące wiele osób na odczucie niespełnienia i nieustannej tęsknoty. Przyznam, że z zainteresowaniem sięgnę po książkę.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mo Yan wyśmienicie pokazuje to, o czym powyżej napisałaś. Mam nadzieję, że książka zrobi na Tobie równie duże wrażenie jak na mnie.

      Usuń
  3. Jakoś Mo Yan jest jeszcze przede mną. Ale widzę, że to rzeczywiście autor, który pisze o tematach ważnych. Polityka jednego dziecka na pewno powoduje poczucie winy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam - nie wiem jak inne jego książki, ale myślę, że "Żaby" przypadną Ci do gustu.

      Usuń
  4. Bardzo mi się podobała powieść "Obfite piersi, pełne biodra", ale jakoś nie poszłam dalej w poznawaniu twórczości tego noblisty. Natomiast "Żaby" wydają się atrakcyjne choćby pod tym względem, że ukazują problem macierzyństwa - to jak to wyglądało w Chinach. Przeraża ta kontrola urodzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Obfitych piersi, pełnych bioder" jeszcze nie czytałam, ale w przyszłości planuję.

      To prawda, macierzyństwo jest tym elementem powieści, na którym autor skupia bardzo dużą uwagę, tak więc jeśli Cię interesuje to zachęcam do lektury. A kontrola urodzeń, wszystkie te przymusowe zabiegi... Cóż, słowo "straszne" nawet nie oddaje tego okrucieństwa.

      Usuń
  5. Mo Yana czytałam wyłącznie "Obfite piersi, pełne biodra". Powieść ciekawą i imponującą rozmachem (i rozmiarem), ale nieco nierówną. Jeśli po którąś z jego książek miałabym jeszcze sięgnąć, to właśnie po "Żaby", chyba właśnie ze względu na tę kobiecą tematykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej polecam. :) Choć generalnie jego "Bum!" i "Krainę wódki" także polecam - obie są surrealistyczne i groteskowe, z tym że "Kraina wódki" o wiele bardziej.
      Ja akurat "Obfitych..." nie czytałam, w przyszłości wprawdzie zamierzam, jednak raczej nie w najbliższej - szczerze mówiąc jej rozmiar trochę mnie przeraża, i chyba najpierw zabiorę się jednak za krótszy "Klan czerwonego sorga". :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. "Żaby" były pierwszą powieścią autora, jaką przeczytałam - to była miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz został mi tylko "Klan czerwonego sorga" i autobiografia, ale nie chcę po nie sięgać, bo to będzie oznaczać brak utworów Mo Yana do przeczytania. Mam nadzieję, że autor zrobi prezent swoim fanom i znowu coś wyda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od "Krainy Wódki", ale to również była miłość od pierwszego wejrzenia. :) Zostały mi także te dwie książki, które wymieniłaś, oraz "Obfite piersi, pełne biodra", i również czuję, że to bardzo mało - nie wiem, czy chcę czytać jego książki szybko, czy może je sobie dawkować. Też liczę na to, że Mo Yan napisze coś nowego, albo chociaż że zostanie wydana w Polsce jego pierwsza książka, której nie wiem czemu jeszcze tu nie mamy.

      Usuń
  7. Cześć. DLa kontrastu zapytam Cię, co uważasz za największą wadę/mankament "Żab"? Masz pozytywne zdanie o tym sympatycznie wyglądającym pisarzu, ale jednak jakieś niedociągnięcia zapewne wystąpiły, prawda? Ponadto spotkałem się też z określeniem, iż Mo Yan a propos tego dzieła, "buduje narrację w formie gawędy" - zgadzasz się z takim ujęciem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem od końca: rzeczywiście coś w tym jest, koniec końców narrator wypowiada się listownie, łatwo więc autorowi wprowadzić do narracji elementy gawędziarskie.
      Natomiast co do wad... Szczerze powiedziawszy, nie zauważyłam żadnych. Nie oznacza to oczywiście, że powieść jest arcydziełem, ale to już ten poziom, kiedy nie ma żadnych wad, choć również nic nie trafia, przynajmniej mnie, jak grom z jasnego nieba (no ale takie gromy zdarzają się przecież rzadko... ;)). Niemniej jest jedna rzecz, do której rzeczywiście można by się przyczepić (choć to nie wada), ale to dość nietypowy element. Mianowicie Mo Yan pisząc o rewolucji kulturalnej i rzeczywistości w Chinach, które ja znam z reportaży Liao Yiwu czy powieści Yiyun Li, gdzie są one pokazane bardzo czarno i negatywnie, opisuje je... łagodnie. Ot, coś się zdarzyło, ktoś tam niby pocierpiał, ale w gruncie rzeczy nic się takiego stało. Nie ma poczucia, że to był trudny okres w dziejach Chin albo że chińska rzeczywistość jest szara i trzeba uważać na co się mówi, że jest cenzura, że za jeden wiersz można trafić do więzienia na kilka lat. Należy jednak wziąć pod uwagę, że Yiyun Li tworzy na emigracji, a Liao Yiwu na zagranicznych stronach internetowych, Mo Yan natomiast publikuje oficjalnie w Chinach, gdzie jest cenzura, więc nie można opowiedzieć o pewnych rzeczach. Dlatego nie wiem, czy to jest element, do którego mogę się przyczepić; nie moją rolą jest osądzanie autora, który stosuje autocenzurę, aby nie iść do więzienia czy nie musieć emigrować z kraju. Być może on nie widzi w tym, jak przedstawia te wydarzenia, nic złego, być może sam sądzi, że cenzura jest potrzebna i ją pochwala; nie wiem dokładnie, dlatego nie chcę wyrokować w tej sprawie. Nie można natomiast zaprzeczyć, że politykę jednego dziecka krytykuje, tylko że właśnie ona już nie obowiązuje, więc można sobie pozwolić na więcej. Przy czym Mo Yan nie mówi jednoznacznie "to było złe". Bliżej mu do "metody, jakimi to robiono, były złe".
      Oczywiście Mo Yan to jeden z moich ulubionych autorów (zapewne zresztą to widać ;)), dlatego możliwe, że jeśli książkę przeczytasz, znajdziesz coś, co Tobie się nie spodoba i co uznasz za wadę - ja jednak nie widzę tu takiego elementu, ponieważ książki autora idealnie trafiają w mój gust. :)

      Usuń
  8. Serdecznie dziękuję za to niezwykle wyczerpujące wyjaśnienie, uzyskałem odpowiedzi na wszystkie pytania :) Gratuluję odwiedzających oraz komentarzy na dobrym, rzetelnym poziomie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.