wtorek, 30 maja 2017

,,Mnich" M. G. Lewisa albo o istocie zła i grzechu

Żyjemy w czasach, kiedy pozycja Kościoła katolickiego stopniowo maleje (przynajmniej w naszym rejonie świata). Ponadto powszechny dostęp do informacji, większa świadomość społeczna i egzekwowanie prawa prowadzi do dostrzegania błędów, a także przestępstw, które popełniają niektórzy z przedstawicieli tego oraz innych Kościołów. Ich krytyka nie rozpoczęła się jednak w XX, a tym bardziej w XXI wieku, ale dużo wcześniej. To, co w instytucjach wszelkich religii może być zagrożeniem, dostrzegł pod koniec wieku XVIII także angielski twórca, autor kilku dramatów, dwóch tomików poezji i tylko jednej powieści, za to na tyle dobrej, że dała mu sławę międzynarodową i uczyniła go jednym z ojców powieści gotyckiej. Panie i Panowie, przed Wami Matthew Gregory Lewis i jego Mnich.


Powieść Lewisa zaczyna się tuż po przyjeździe do Madrytu dwóch dam - nieco starszawej już Leonelli oraz młodej, niewinnej i cnotliwej Antonii, które udają się na mszę prowadzoną przez świątobliwego Ambrozja, którego wiedza jest najgłębsza, zaś wymowa najbardziej przekonywająca. W ciągu żywota nigdy ponoć nie wykroczył przeciw jednej jedynej regule zakonu. Na reputacji jego nie odkryjesz najmniejszej plamki. Obie damy poznają na mszy także dwóch kawalerów, a zaraz potem książka uzupełniona jest o pozostałe dramatis personae.

Historia, o której przyjdzie nam czytać, pełna jest niespodziewanych wydarzeń, fantastycznych i okropnych przygód, a także zrządzeń losu - czasem niestety przegiętych, kiedy na przykład w jednym rozdziale ktoś jest w domu, w następnym zaś, aby stało się to, co Lewis chce, aby się stało (wiem, brzmi pokrętnie, ale nie chcę zdradzać zbyt dużo z fabuły), tej postaci w domu nie ma, ponieważ nagle okazało się, że musi wyjechać. Lewis wyciąga jak z rękawa takie przypadkowe wydarzenia, które są mu potrzebne, zamiast wcześniej zrobić do nich wprowadzenie. Przypomina mi to strzelbę Czechowa - prawo mówiące o tym, że jeżeli w pierwszym akcie strzelba wisi na ścianie, w drugim lub trzecim ktoś musi koniecznie z niej wystrzelić. Inaczej strzelba nie powinna się tam znajdować. Cóż, u Lewisa strzelba nie wisi na ścianie, wręcz przeciwnie - gdy bohaterowie potrzebują z niej wystrzelić, wyciągają takie strzelby z rękawa. Zawsze. Jest to jednak jedyna wada powieści, a wszystko inne podobało mi się w niej niezmiernie.

Akcja Mnicha dzieje się w jednym mieście, Madrycie, ale dzięki opowieściom snutym przez bohaterów przenosimy się także do innych państw, gdzie również możemy przyglądać się ich przygodom. A czego tu nie ma! Lewis wrzucił do powieści mnóstwo różnych elementów - i tak przez karty powieści przewija się upiór, mroczne zamczysko, straszliwe lasy, grobowce, tajne przejścia czy Inkwizycja. Autor jednak nie poprzestaje na tym, nawiązując także do rzeczywistych legend i ich bohaterów, takich jak niemiecka Mniszka Brocząca Krwią czy też Żyd Wieczny Tułacz - postać o genezie biblijnej. Dodatkowo drobnych inspiracji dla książki było wiele - próbuje je wszystkie odnaleźć Maciej Płaza w Posłowiu do mojego wydania. 

Zapewne wszystkie te elementy miały z założenia straszyć i być może czasie gdy powieść powstała, rzeczywiście przerażały - w XXI wieku jednak są jedynie pewnymi elementami fabuły, czasem rzeczywiście powodującymi myśli czy bohaterom się uda?!, czasem wzbudzającymi fascynację (pewna piękna postać, która po raz pierwszy pojawia się za polową książki; kto czytał, ten może się domyśli), a czasem śmiech. O wiele bardziej przerażające, gdy się nad nimi zastanowimy, są zbrodnie popełniane w powieści. Ich wystąpienie sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad tym, skąd bierze się zło w człowieku i co powoduje, że popełniamy zbrodnie. Lewis odpowiada na to pytanie bardzo jednoznacznie: jest to pycha. To ona, wraz z przekonaniem o własnej wyższości, a niższości innych (grzeszących), sprawia, że w końcu sami skłaniamy się do zła; przekonani, że zawsze możemy zawrócić ze złej ścieżki, wchodzimy na nią, nie zauważając, że w pewnym momencie nie da się już zawrócić. Do dobra trzeba dojrzeć - człowiek, który przez całe życie nie był wystawiony na działanie zła i pokus, nie jest dobry. Dopiero po konfrontacji ze złem, z pokusą popełnienia zbrodni czy jakiegokolwiek złego czynu, człowiek uczy się właściwego postępowania. Surowość dla innych i brak zrozumienia dla tych, którzy błądzą Lewis jednoznacznie potępia, na koniec książki mówiąc, że spoglądanie z litością na uczynki innych jest nie mniejszą cnotą niźli spoglądanie z surowością na postępki własne. Tym samym autor potępia postępowanie odwrotne - wielkie kary dla tych, co zgrzeszyli (czy ogólnie, popełnili błąd), a niedostrzeganie własnych. 

Lewis zaznacza także, że zło dzieje się w klasztorach i zakonach właśnie dlatego, że ludzie tam przekonani są o swojej cnotliwości i świętości - przestają więc spoglądać na swoje postępowanie, a zaczynają jedynie dostrzegać błędy innych, choćby najmniejsze. W każdym miejscu, które narzuca człowiekowi z góry swoje idee, wartości, nie pozwalając mu do nich dojrzeć samemu, człowiek narażony jest na ulegnięcie pokusie czy złu o wiele bardziej. Potem zaś będzie usilnie starał się wybrnąć z niekorzystnej sytuacji, aby tylko zachować pozycję i dobrą reputację, często w tym postępowaniu popełniając kolejne i kolejne zbrodnie. Aż nie będzie odwrotu. 

Co istotne, Mnich nie jest powieścią antykościelną czy antykatolicką - piętnuje tylko określone postawy, pokazuje jednak, że jest rzesza dobrych ludzi, dobrych księży czy dobrych mniszek. Nie dąży do odrzucenia Kościoła, ale do spojrzenia na niego innymi oczami - robi to niezwykle prowokująco, opisując wprost wszystkie zbrodnie, pięknym, ale dosadnym językiem, niebudzącym wątpliwości co do tego, co dzieje się na kartach powieści. A dzieje się dużo. Co istotne, Lewis, opisując sceny o wydźwięku erotycznym, nie traci przy tym dobrego smaku i porusza poniekąd zmysły - z żalem stwierdzam, że nikt już takich rzeczy nie opisuje w ten sposób.

To jednak nie wszystko, o czym opowiada autor - Mnich to bowiem także historia wpływu człowieka na jego los, a raczej braku tego wpływu. Jesteśmy bowiem cały czas poddani działaniu sił, które potrafią się nami zabawić, sił, które będą wystawiać nas na pokuszenie i próbować doprowadzić do tego, abyśmy zgrzeszyli; z dużą dozą prawdopodobieństwa się to im uda. W oczach Lewisa jesteśmy marionetkami - może nie wisi nad nami klątwa jak na przykład nad mitologicznym Edypem, ale z pewnością nie mamy pełnej władzy nad własnym losem. Możemy próbować przeciwstawiać się temu, co nas czeka, ale pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić. 

Mnich, mimo jednej wady, jest powieścią naprawdę dobrą, fascynująco odnoszącą się do tematu dobra, zła i tego, na ile jesteśmy panami lub paniami własnego losu. Napisana przepięknym stylem, nie jest może arcydziełem, nadal jednak porusza bardzo aktualne kwestie i warta jest poznania.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Mnich M. G. Lewisa wydanej przez wydawnictwo Vesper, wydanie I, Czerwonak, październik 2016.

10 komentarzy:

  1. Słyszałam kiedyś o tej powieści i widziałam, że Vesper ją wydało znowu, ale nie byłam do końca pewna czy to jednak książka dla mnie. Twoja recenzja sprawiła jednak, że "Mnich" mnie zaintrygował bardziej i upewniła mnie w tym, że jednak chcę go przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie bardzo się cieszę, że dzięki mnie książka bardziej Cię zaciekawiła - myślę, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  2. Ja jestem bardzo ciekawa tej książki. Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, "Mnich" jest świetny, tak więc jak jak najbardziej polecam. :)

      Usuń
  3. Mignął mi gdzieś ten tytuł, wydawał się interesujący i z tego względu bardzo byłem rad, mogąc przeczytać Twoją recenzję.

    Co do zaskakujących, bądź mało prawdopodobnych rozwiązań fabularnych, to być może autor złożył swoisty hołd sztuce antyku - takie dziwne zrządzenia losu to przecież Deus ex machina :)

    A czytanie takich "strasznych" powieści jest wg mnie bardzo urokliwe (bardzo dobrze wspominam lekturę książki "Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii"), ponadto bardzo wiele można dowiedzieć się o mentalności ówczesnych ludzi, bowiem, to czego się lękamy w mniej lub bardziej bezpośredni sposób powiązane jest z codziennym życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy zastanawiałabym się, czy to aby na pewno był zwykły zbieg okoliczności, gdyby nie to, że owa "siła" pojawia się pod pewną postacią pod koniec książki, wyjaśniając dokładnie, w czym maczała palce - a niestety nie maczała we wszystkim, tak więc owe zbiegi okoliczności to naprawdę jedynie rozwiązania fabularne trochę gorszego sortu. ;)

      To bardzo ciekawa ścieżka interpretacyjna z tym spojrzeniem na to, jak lęki wynikają z naszej codzienności. O ile w "Mnichu" jest bardzo wiele elementów nadprzyrodzonych, o tyle najstraszniejsze są owe zbrodnie, tym samym pozwala to mniemać, że następuje zwrot w kierunku postrzegania człowieka jako największego potwora.

      A "Dziwnej historii o upiorach z latarnią w kształcie piwonii" nie czytałam - po dawną literaturę grozy sięgnęłam teraz po raz pierwszy, natomiast ze współczesnych horrorów czytałam zaledwie jeden, i to dawno temu. Współczesne dzieła mające wzbudzać strach nie interesują mnie prawie wcale, natomiast te dawne wydają się o wiele ciekawsze. "Mnich" nastroił mnie pozytywnie do tego gatunku, mam więc zamiar eksplorować go dalej. :)

      Usuń
  4. Klasyka, z którą zapoznawałam się na studiach - ale niewiele już pamiętam. Mam nadzieję, że uda mi się przypomnieć sobie to dzieło, zwłaszcza, że lubiłam powieść gotycką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej zachęcam do ponownej lektury, zwłaszcza do sięgnięcia po to wydanie - wewnątrz są drzeworyty George'a Tute'a i są piękne. :)

      Usuń
  5. Zastanawiałam się, czy czytać tę powieść, bo bałam się trochę tego, że jednak zbyt mocno "trąci myszką". Jednak coraz to kolejne recenzje przekonały mnie do tego, że może jednak warto zaryzykować. Bo z tego co czytam, również u Ciebie, "Mnich" nadal ma sporą moc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ma moc. :) Jedyne fragmenty, które moim zdaniem można uznać za trącące myszką, to te ze strasznymi wydarzeniami, które w ogóle przerażające nie są, zwłaszcza scena związana z upiorem. Niemniej: można je za takie uznać, ja na przykład tak ich nie odebrałam - ot, po prostu już nie są straszne, ale czy ja wiem, czy są myszkowate...? ;) Tak więc jak najbardziej zachęcam do lektury. :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści.