czwartek, 22 czerwca 2017

„Opowieść podręcznej" Margaret Atwood, czyli nie dajmy się pognębić machinie nienawiści

W świecie nastąpił kryzys. Wypadki w elektrowniach atomowych, nielegalne wysypiska odpadów toksycznych, epidemie chorób czy nadmierne użycie środków owadobójczych i herbicydów, a do tego legalność aborcji i środków antykoncepcyjnych doprowadziły do znacznego spadku urodzeń oraz występowania bezpłodności na bardzo szeroką skalę. Ponadto zmiany społeczne polegające na emancypacji kobiet, ich dostępie do pracy, możliwości zarabiania na siebie, a zatem także decydowania o sobie spowodowały kryzys męskości. Osoby, którym te zmiany społeczne się nie podobają, mogą zmienić swoje nastawienie albo społeczeństwo i prawa rządzące w danym kraju, na przykład zgodnie z założeniami któreś z religii. To właśnie ma miejsce w Opowieści podręcznej autorstwa kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood.

Autorka przedstawia świat, w którym po dojściu do władzy przedstawicieli jednego z odłamów religii chrześcijańskiej utworzono Republikę Gileadzką, gdzie odbierane są obywatelom wszystkie prawa i wolny wybór w praktycznie każdej kwestii. Jedynie małżeństwa (i to niektóre) zawarte przed powstaniem Gileadu  mają rację bytu, a kobiety z pozostałych związków lub samotne czeka inny los: jeśli są bezpłodne, wysyłane są do przymusowej, ciężkiej pracy lub zostają służącymi, jeżeli zaś mogą urodzić dziecko, zostają Podręcznymi - od teraz będą rodzić dzieci wysoko postawionym Komendantom, których żony są bezpłodne. Podręczne są pozbawione wszystkich przywilejów - nie mogą czytać ani pisać, a dom wolno im opuścić tylko raz dziennie. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej okrutnych praw, represji i metod kontrolowania ludzi, ale więcej nie zdradzę, aby nie psuć lektury.


W taką rzeczywistość jest wrzucona Freda - Podręczna, której oczami oglądamy codzienność w Republice Gileadzkiej. To młoda kobieta, zwyczajna w najlepszym tego słowa znaczeniu; nie żadna bohaterka gotowa do walki o wolność, tylko osoba starająca się jak najnormalniej żyć w tak nienormalnej sytuacji, bez stawiania się władzy czy zbytniego jej ulegania. Obserwujemy jej dylematy, próby radzenia sobie w tej rzeczywistości, tęsknoty i przemyślenia na temat Gileadu. Jej psychika i przemiana - z jednej strony niewielka, ale z drugiej zauważalna - stanowią niewątpliwy atut powieści. Freda opowiada o własnej młodości, przeszłości w wolnym kraju i o powstaniu Republiki, wspomina jak została Podręczną i gdzie była szkolona, a raczej gdzie próbowano ją nauczyć tego, jak ma wyglądać nowy, wspaniały świat, jaka jest jej rola w nim i na czym opiera się religia w Gileadzie. Dzięki Fredzie dowiadujemy się, jak nowa władza odbierała ludziom wolność, kawałek po kawałeczku, a oni oddawali jej jeden skrawek, drugi, trzeci, by potem obudzić się całkowicie zniewolonymi.

Freda nie jest jednak jedyną świetnie skonstruowaną postacią, bowiem autorka ma dar do tworzenia bohaterów z dobrym rysem psychologicznym, którzy nie są czarno-biali, a nawet gdy pojawiają się w powieści na krótko, mamy wrażenie ich autentyczności. Moim osobistym faworytem jeśli chodzi o wiarygodność postaci i umiejętność ich tworzenia przez Atwood pozostaje Komendant Fredy - postać, z którą absolutnie się nie zgadzam i powinnam go potępić za poglądy, a jednak nie potrafię go znienawidzić, nie potrafię go nawet nie lubić - autorka idealnie oddaje to, jak często w naszym życiu sądy dotyczące jednej osoby są bardzo niejednoznaczne.

Atwood tworzy przerażającą wizję świata, w którym kobiety - a właściwie mężczyźni również, choć oni mają odrobinę lepiej - nie ma żadnych praw. Status kobiety w społeczeństwie wyznacza albo majętność jej męża, albo w przypadku kobiet samotnych zdolność do urodzenia dziecka. Kobiety są uprzedmiotawiane i traktowane, mówiąc okrutnie, jak inkubator albo macica chodząca na dwóch nogach. A to wszystko pod płaszczykiem religii, uprawomocnione regułami wziętymi dosłownie z Biblii. Autorka posługuje się w książce odłamem religii chrześcijańskiej, jednak nie krytykuje Kościoła, a jedynie używa go do pokazania okrutnego systemu, który również mógłby mieć miejsce po dojściu do władzy przedstawicieli jakieś innej religii. Atwood przestrzega przed jakimkolwiek systemem, który odbiera ludziom wolność w imię "lepszego" dla nich życia. Jak sam zauważył jeden z Komendantów, "Lepiej" nie zawsze znaczy lepiej dla wszystkich. (...) Zawsze dla niektórych jest gorzej.

Pomimo że powieść powstała w roku 1985, wcale się nie zestarzała (pomijam rzecz jasna nowinki technologiczne). Wydarzenia, które doprowadziły do powstania Republiki Gileadzkiej mogą mieć, a nawet częściowo już mają, miejsce we współczesnym świecie. Nadal występuje na nim fanatyzm religijny, chęć odebrania kobietom wielu praw, pragnienie przywrócenia patriarchatu czy nieumiejętność reagowania ludzi na odbieranie im wolności. Dla mnie ta powieść to wielkie ostrzeżenie przed fanatyzmem, nie tylko religijnym, ale i każdym innym, ale także przed władzą, dążącą do tego, aby odebrać ludziom należne im prawa na rzecz lepszego życia dla małego grona osób. Autorka przestrzega przed przyzwoleniem na to i brakiem reakcji (bądź reakcją za małą czy nieumiejętną). Jednak Opowieść podręcznej to także manifest feministyczny przeciwstawiający się odbieraniu praw kobietom oraz obraz zwykłego człowieka, bezbronnego wobec władzy i systemu, pozostawionego samotnie i starającego się przeżyć.

Serdecznie polecam.
Moja ocena: 8,5/10.

Wszystkie cytaty pochodzą z Opowieści podręcznej Margaret Atwood, Wielka Litera Sp. z o. o., 2017

20 komentarzy:

  1. Przybijam wirtualną piątkę, bowiem od pewnego czasu obiecałem poznać sobie prozę Margaret Atwood. Zamierzenie udało mi się zrealizować - w maju przeczytałem "Wynurzenie", a obecnie jestem w trakcie lektury "Moralnego nieładu". Jestem pewien, że nie poprzestanę na tych dwóch tytułach, a Twoja recenzja dodatkowo utwierdza mnie w tym przekonaniu. Ogromnie podoba mi się wizją, jaką wykreowano w "Opowieści podręcznej" - wydaje się, że autorce znakomicie udało się uchwycić do czego może prowadzić dosłowne odczytywanie "Świętych Ksiąg" (bez uwzględnienia kontekstu kulturowego czy historycznego) w połączeniu z zaślepiającym fanatyzmem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich recenzji tych powieści Atwood, bo i mnie autorka kupiła - również z pewnością nie poprzestanę na "Opowieści podręcznej". Nie wiem nawet, czy przypadkiem nie zabiorę się za kolejną jej książkę w najbliższym czasie, a czytanie dwóch pozycji tego samego autora w tak krótkim odstępie czasu zdarza mi się niezmiernie rzadko. ;)
      To prawda, tym bardziej że to jest dosłowne odczytanie w najdrobniejszych szczegółach. Zwłaszcza próby poczęcia dzieci robią wrażenie - nie chcę Ci zdradzić za dużo, aby nie psuć lektury i wrażeń, ale generalnie mnie jest ciężko ruszyć, a Atwood tym fragmentem się to udało. Okropność.

      Usuń
  2. Ja również jestem zachwycona, chyba nawet bardziej niż ty ;) Recenzję już napisałam (i stwierdzam, że długość moich recenzji jest najlepszym miernikiem "rozkminogenności" książki), ukaże się na początku lipca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje 9 gwiazdek na LC. :) Rzeczywiście nie zachwyciła mnie jakoś ogromnie (ostatnio w ogóle mało co mnie tak zachwyca! :/), choć zarazem na tyle, że muszę koniecznie zapoznać się z innymi książkami Atwood, i to jeszcze w tym roku. :D No i jestem ciekawa jakie miałaś przemyślenia po lekturze, więc Twojej recenzji będę wyczekiwać. ;)

      Usuń
  3. Tak, nareszcie ta książka otrzymuje uwagę, na jaką zasługuje. Nie widziałam jeszcze serialu, ale cieszę się z niego niezmiernie - bo to właśnie dzięki niemu tak wiele osób postanowiło sięgnąć po "Opowieść podręcznej". Ta powieść przeraziła mnie na tyle,że za każdym razem gdy o niej czytam, coś we mnie drga. Nie umiem być wobec tej historii obojętna, nie umiem nie porównywać jej do tego, co dzieje się w naszym kraju i na świecie. I w tym tkwi jej moc i ogromna zasługa Atwood. Stworzyła antyutopię, która - jak "Rok 1984" - będzie aktualna, będzie bolesna i wstrząsająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - dzięki serialowi teraz ogrom ludzi sięga po tę książkę, a ci nieczytający sięgają pewnie po serial. Niestety nadal za mało osób jest tym zainteresowanych - próbowałam przekonać do tego znajomych ze studiów, bo są typowymi maniakami seriali, ale uznali, że to będzie dla nich za ciężki serial. Bardzo żałuję, bo to ogromnie wartościowa rzecz.
      Ja również czytając porównywałam do sytuacji na świecie i w Polsce - przypomniały mi się zeszłoroczne czarne protesty i w związku z zakazem aborcji, teraz mają cofnąć pigułkę po, tak więc jest strasznie. Ale chyba najbardziej mnie przeraża to, że mimo tego, jak dużo się mówi o prawach kobiet, nadal są ludzie, którzy uważają, że mamy dobrze, a feminizm to bzdura.

      Usuń
    2. Pozostaje Ci tylko porwać znajomych i zmusić ich do oglądania ;). Strasznie denerwuje mnie to przekonanie, że jak serial, to musi być lekki, dla przyjemności. To samo zresztą dotyczy filmów. Lekki jest "Klan", można sobie przy nim odpłynąć. A od "ciężkiej" sztuki nie powinno się uciekać tylko dlatego, że jest niewygodna. O to przecież chodzi!

      Właściwie chyba nie da się pominąć tego kontekstu - w tej chwili jesteśmy w kontrze do władzy, która próbuje odebrać nam podstawowe prawa. To łudząco przypomina sytuację opisaną w "Opowieści podręcznej" i zastanawiam się, jak wiele czasu potrzeba, by ludzie o zamkniętych oczach wreszcie je otworzyli. Zbyt często słyszę, że feminizm to bzdura. Albo, że feminizm jest przywilejem białych kobiet klasy średniej i wyższej. Albo, że feministki dążą do elitarności jednej płci. Zgrzytam zębami i tłumaczę, że chodzi o równość, której nie ma - to nie są wymysły, to rzeczywistość, która dzieje się na naszych oczach. Ale w odpowiedzi słyszę tylko: "Jedź na Bliski Wschód i tam sobie bądź feministką". Mogłabym o tym gadać godzinami, a pewnie i tak nic by to nie dało. Ale cieszę się, że gdzieś są myślący ludzie, którzy wcale nie uważają, że feminizm to bzdura:). I widzą, że "Opowieść podręcznej" to przepowiednia.

      Usuń
    3. Czasem to samo nawet dotyczący książek, też ludzie nie sięgają, bo za ciężkie! Co istotne, podejrzewam, że gdyby moi znajomi przypadkowo zaczęli oglądać, to części by się spodobało, właśnie także z powodu tego, jak trudne tematy porusza - a jednak sami nie sięgną.

      Ja najczęściej słyszę "jesteś feministką?", ludzie robią wtedy wielkie oczy, jakbym została członkinią jakieś sekty. Co najlepsze, czasem te same osoby, gdy mówię o różnych teoriach, założeniach czy postulatach, o których ja wiem, że są feministyczne, a oni nie, zgadzają się ze mną całkowicie, ale jak padnie magiczne słowo "feminizm" odżegnują się od niego zupełnie.

      Usuń
    4. To bardzo powszechne - ostatnio trafiłam na jakiejś facebookowej grupie na zdjęcia amerykanek, które pisały, dlaczego nie potrzebują feminizmu. Podawały za przykład to, że chcą się uczyć tego, na co mają ochotę, być wolne, gotować mężom, jeśli mają na to ochotę, zajmować się dziećmi itd. Czyli typowe feministyczne postulaty wolnościowe, które nie zostały chyba przez te panie zrozumiane. I oczywiście całkowity brak zrozumienia, że ich obecne prawa nie zostały im łaskawie dane, ale wywalczone przez kobiety.
      Bardzo trafnie podsumował to Aziz Ansari: https://academicalism.files.wordpress.com/2015/01/ansari_howwordsworkviaattn.jpg

      Usuń
    5. Tak, też widziałam takie teksty, tylko że Polek (i również na facebooku, dziewczyny z Seksizmu Naszego Powszedniego wrzucają takie rzeczy). Dzięki za podrzucenie linka do zdjęcia, będę chyba cytować tego pana jak będę z ludźmi na ten temat rozmawiać. ;)

      Usuń
  4. Świetna recenzja - merytoryczna, rzetelna i jak najbardziej zachęcająca do lektury recenzowanej książki. :)
    Wnioskując z recenzji, to nie jest przestroga przed tym co może dopiero nadejść, tylko uświadomienie, że każdy z tych elementów już funkcjonował w jakiejś kulturze na świecie, wciąż funkcjonuje i może się rozprzestrzenić na inne i że do tego to znowu zmierza. Mam takie wrażenie.

    Jak skończę w końcu dwie książki, które aktualnie czytam, to w końcu się za nią wezmę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że aż tak zachęciłam - jestem ciekawa, jakie wrażenie na Tobie zrobi, choć stawiam, że równie duże - jest rewelacyjna. :)

      Zdecydowanie każdy z tych elementów już jakoś funkcjonował lub funkcjonuje, mogą więc się rozprzestrzenić lub rozprzestrzeniają się bardziej - chyba właśnie dlatego "Opowieść podręcznej" jest tak przerażająca, bo opowiada o tym, co jakby nie patrzeć znamy i o czym słyszymy - to są rzeczy, które są na świecie, Atwood ich nie wymyśliła, tylko wszystko zebrała w jednym państwie (co zresztą zrobiła świetnie). Aczkolwiek mimo tego nadal powiedziałabym, że to nie tyle uświadomienie przed tym, co jest lub może być, ale właśnie przestroga, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się tych elementów. Chociaż w sumie... Może będąc uświadomieniem na temat tego, jak wygląda lub może wyglądać świat, zmusza do myślenia, że nie wolno do tego dopuścić, i dlatego ja odbieram to jako przestrogę? To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie! :)

      Usuń
  5. Jestem pod wrażeniem twórczości Atwood, choć dopiero poznałam trylogię "MaddAddam". "Opowieść podręcznej" natomiast czeka w kolejce. Liczę na to, że jest równie dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie twórczość Atwood też zrobiła bardzo duże wrażenie za sprawą tej książki i koniecznie sięgnę po inne jej powieści. Przeczytałam Twoją recenzję "Oryksa i Derkacza" i widzę, że w obu powieściach autorka bierze pod lupę wszystkie niepokojące elementy, które mogą sprowadzić na ludzkość zagładę, tak więc skoro tamto Ci się podobało, to wydaje mi się, że i "Opowieść podręcznej" Cię nie zawiedzie. ;)

      Usuń
  6. Nie wiedziałam iż książki tworzy tak egzotyczna pisarka, jak Margaret Atwood. Straszy nas ona przyszłością i Gileadem lecz ja uważam te wieści za przesadzone. Kobiety lubią ponarzekać bo nie wiedzą jak żyją ich koleżanki w krajach arabskich. Rodzenie dzieci no to tak nakazuje Biblia, inna rzecz iż matka chciała by sama wychowywać swoje dziecko, nie oddając go Żonom Komendantów. To taka fantastyka nie mająca racji bytu, dlatego pomimo piękna Twojej recenzji na książkę nie skuszę się. To wymysły w czystej postaci, jestem tego pewna.
    Pozdrowienia!
    Wieża

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, tylko że ja wiem jak żyją kobiety w krajach arabskich, a myślę, że Margaret Atwood wie to nawet lepiej niż ja. Książkę można odebrać także jako ostrzeżenie przed tym, aby kobiety z zachodniej Europy czy Ameryki Północnej nie zaczęły być tak traktowane jak kobiety w krajach arabskich - aby nie dopuściły do tego. Myślę, że zawsze należy mieć rękę na pulsie po to, aby sytuacja - choćby nie wiem jak dobra - nie pogorszyła się. Poza tym uważam, że fakt, że kobiety w krajach arabskich mają gorzej, nie oznacza, że nie można walczyć, aby i one, i kobiety w krajach zachodnich miały lepiej. Zawsze warto walczyć o to, aby było jeszcze lepiej (także dla mężczyzn).

      Zdaję sobie sprawę, że Biblia nakazuje mieć dzieci, tylko że nie każdy jest katolikiem, dlatego uważam, że osoby wierzące, jakiegokolwiek wyznania, nie tylko chrześcijańskiego, nie powinny narzucać swojej wiary i swoich przekonań innym osobom. Uważam, że osób niewierzących nie można zmuszać do urodzenia dziecka dlatego, że kazała tak Biblia. Ale to oddawanie dziecka Żonom Komendantów to straszna potworność.

      Jasne, że w tym momencie nie ma kraju, który byłby taki jak Gilead, niemniej, chociażby zupełnie hipotetycznie - zawsze może być.

      Rozumiem. :) Choć generalnie zachęcam wszystkich do sięgnięcia po książki, to jednak jeśli wybitnie Ci nie leży, nie będę przecież przekonywać na siłę. :)
      Pozdrawiam również! :)
      Ytr

      Usuń
  7. Niestety jeszcze nic nie czytałam tej autorki... Po tak zachęcającej recenzji na pewno to zmienię! :) Lubię takie historie od czasu do czasu sobie czytnąć.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Cię zachęciłam, bo po książkę naprawdę warto sięgnąć. :)
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Z ogromnym zainteresowaniem sięgnę po tę książkę, uwielbiam styl autorki, mocno mnie do siebie przekonuje. Nie ma możliwości, abym się nie skusiła. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Ja czytałam tylko tę jedną książkę autorki, więc nie mogę jeszcze powiedzieć, że uwielbiam ją i jej styl, ale z pewnością zrobiła na mnie gigantyczne wrażenie. :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę bez mrugnięcia okiem usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści bądź naruszające netykietę.