sobota, 5 sierpnia 2017

Miłość i zbrodnia w dwudziestoleciu międzywojennym - „Za ścianą" Sarah Waters

Sięgając po Za ścianą Sarah Waters nie odrobiłam pracy domowej: nie wiedziałam do końca jakiego rodzaju będzie to książka. Miałam mgliste przekonanie, że to powieść obyczajowa opowiadająca o latach po I Wojnie Światowej w Londynie, tylko taka w klimacie prozy Jane Austen (ale czemu akurat Austen to nie całkiem wiem) - dużo o społeczeństwie, subtelny wątek romansowy, ale taki, który nie będzie przeszkadzał takiej wybrednej pod względem historii miłosnych czytelniczce jak ja, z tą drobną różnicą, że wątek będzie dotyczył miłości dwóch kobiet, co jest cechą charakterystyczną twórczości Waters. I choć z pewnością bohaterki będą miały pewne problemy (w końcu to zakochane w sobie kobiety i jest początek XX wieku!), to jednak wszystko koniec końców skończy się idealnie. Dlatego przyznaję się bez bicia: nie doceniłam autorki.


Frances Wray mieszka wraz z matką w dużym domu w Champion Hill pod Londynem. Aby go utrzymać, zmuszone są wynająć część domu państwu Barber - Leonardowi i Lilian. Wraz z ich przeprowadzką świat matki i córki staje na głowie - wkraczają do niego nowi, nieznani ludzie oraz nowe zwyczaje, hałasy i muzyka, Frances zaś, z początku niepewna, zaczyna przyzwyczajać się do małżeństwa, zwłaszcza do Lilian, z którą następnie się zaprzyjaźnia. To, co je łączy, ewoluuje jednak w coś więcej niż przyjaźń na przekór matce Frances, Leonardowi oraz społecznym konwenansom. 

Gdy relacja obu kobiet się rozwija, rzeczywiście można mieć wrażenie, że jest to powieść społeczno-obyczajowa z romansem w tle, później jednak prym zaczyna wieść właśnie związek obu bohaterek - to na tym Waters skupia swoje spojrzenie i tym razem to angielskie społeczeństwo pozostaje w tle. Jednak w momencie, w którym można by mieć przesyt miłością Frances i Lilian, Waters sprytnie wprowadza nowy wątek - policyjne śledztwo dotyczące pewnej zbrodni, które zatacza coraz szersze kręgi i w wyniku którego związek bohaterek staje pod znakiem zapytania.

Jednak Za ścianą kryminałem nie jest - to przede wszystkim powieść psychologiczna. Skupia się na charakterach Frances i Lilian, pokazując nieoczywisty rozwój ich relacji, ale także komplikacje wynikające ze śledztwa policji, które ma niebagatelny wpływ na ich związek, dzięki czemu możemy poznać mechanizmy rządzące nimi, jak również ogólne mechanizmy rządzące ludźmi w takich sytuacjach. Waters nie tylko wchodzi w psychikę bohaterek w sytuacjach codzienności, ale także w tych chwilach, w których wszystkie znane elementy rzeczywistości, niejako punkty podparcia, stają się zagrożone. Autorka pokazuje uniwersalne ludzkie zachowania w obliczu strachu (nie tylko na przykładzie Frances i Lilian, ale także na przykładzie innych osób zamieszanych w śledztwo) - złość, pogardę dla oskarżonych, fałsz, tchórzostwo i radość, gdy uda się przeżyć choć trochę spokojnie jeszcze jeden dzień. Jak to podsumowuje jedna z postaci - Nie mieli pojęcia, jak dobroć, odwaga, lojalność topnieją w obliczu strachu. Na początku powieści bardzo łatwo jest określić, jakie charaktery mają bohaterki, później jednak, gdy poznajemy je lepiej, okazuje się, że nie znaliśmy ich w pełni i jest tak aż do prawie samego końca książki. Nawet po zakończeniu, gdy już wie się o Frances i Lilian wszystko, co tylko można wiedzieć, trudno jest ująć ich charakter w słowa, nazwać istotę ich charakteru. Tym samym autorka doskonale pokazuje jak trudną i niejednoznaczną istotą jest człowiek, często skomplikowaną prawie nie do opisania, nawet (albo tym bardziej) dla osób, które dobrze ją znają. Jednak nie tylko psychologia postaci czyni je tak ciekawymi - Waters ma niesamowity talent do tworzenia bohaterów, z którymi po prostu można się zżyć. Ja sama kilka dni po skończeniu książki złapałam się na myśleniu o tym, co mogłoby się dziać z postaciami dalej, również z tymi drugoplanowymi, a to zdarza mi się niezmiernie rzadko.

Elementy dotyczące społeczeństwa angielskiego są tłem do relacji bohaterek, ale tłem przedstawionym bardzo dobrze, dokładnie i autentycznie. Jest rok 1922 - wojna niedawno się skończyła i jest jeszcze w sercu wszystkich ludzi, którzy stracili na niej bliskich i często pozostawieni są teraz samym sobie. Wiele osób po wojnie straciło pracę i poczucie sensu, walczyli bowiem o coś, co nie przyniosło realnej zmiany, a jedynie śmierć tym, którzy byli im drodzy. Jak podsumowuje to Frances, musimy zweryfikować swoje oczekiwania. Już nie liczą się wielkie sprawy. Mam na myśli głoszone wielką literą hasła, za które poległo tylu z naszego pokolenia. Lecz dzięki temu zaczęły liczyć się drobiazgi, prawda? Jednak część żołnierzy przeżyła, są oni natomiast często pozostawieni samym sobie; okaleczeni nie mają możliwości zdobycia pracy, a tym samym zarobku, państwo zaś nie daje im żadnej pomocy. Większość z nich musi żebrać, więc ulice roją się od takich ubogich, a przecież jeszcze młodych, weteranów, jednak działają także organizacje dobroczynne, w których działa na przykład matka Frances. Ponadto następują przetasowania klas, rozwija się feminizm, kobiety mogą już mieszkać samotnie, rozwód jednak jest dobrze widziany tylko u kobiet z wyższych sfer. Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają się nigdy - ludzie są zawsze łasi sensacji i chętni do podpatrywania cudzej krzywdy. Nie zmieniają się także relacje między nimi, zarówno w małżeństwie, jak i w przyjaźni. Wszystkie kobiece przyjaźnie tak wyglądały: brały się z niczego i ruszały galopem. Waters, opowiadając o czasach dawnych, pokazuje, że ludzie w gruncie rzeczy zupełnie się nie zmieniają - jedyne, co się zmienia, to nauka i okoliczności, na ulicach nie ma już bowiem weteranów, ale zawsze znajdą się ludzie gotowi do obrzucenia innych obelgami.

Książka Sarah Waters romansem nie jest, jednak ten, kto czytałby ją tylko dla relacji i miłości dwóch kobiet, również byłby zadowolony: bohaterki są autentyczne, każda jest zupełnie inna, a między nimi rzeczywiście iskrzy. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że takie kobiety mogłyby istnieć naprawdę, a ich relacja mogłaby się (prawie) dokładnie tak samo rozwinąć, nie jest to bowiem cukierkowa historia miłosna, tylko związek dwóch dojrzałych (psychicznie, nie wiekiem) kobiet, które mają swoje wady, popełniają błędy, kłócą się, ale i - jak w prawdziwym życiu - szukają kompromisu. Tym samym powieść doskonale wpisuje się także w nurt literatury LGBTQIA, nie pozostając jednak jedynie w nim.

Dodatkową zaletą powieści jest język Waters: przyjemny, o ładnie wplecionych porównaniach, takich jak ostatnie takty snuły się jak nici z rozprutej tkaniny, pozostający jednak wyjątkowo lekkim - przez książkę płynie się jak spokojną rzeką, podziwiając widoki, i ma się wrażenie, że dopiero co się rozpoczęło, czyta się jedynie chwilkę, a tu nagle jest się już daleko.

Za ścianą Sarah Waters to doskonała powieść psychologiczna, kładąca nacisk zarówno na relacje głównych bohaterek, jak i na ogólne ludzkie zachowania w obliczu strachu. Ponadto autentycznie prezentuje miłość pomiędzy kobietami oraz społeczeństwo angielskie na progu zmian po I Wojnie Światowej, dzięki czemu przynależy również do gatunku powieści historycznej.  Książkę Waters czyta się wyśmienicie - zachęcam do lektury, zwłaszcza fanów subtelnej prozy psychologicznej.

Moja ocena: 7/10.

Wszystkie cytaty zaczerpnęłam z powieści Sarah Waters zatytułowanej Za ścianą, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2015

20 komentarzy:

  1. Waters sobie odpuściłam z powodu szału, jaki się na nią pojawił w okolicach premiery ekranizacji "Służącej" ;) I chyba ktoś dość mocno zawalił "targetowanie", bo ja również odebrałam jej powieści raczej jako literaturę "kobiecą". A teraz tak sobie myślę, że jeśli trafię na którąś z nich w bibliotece, to wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie "Złodziejkę" chciałam czytać, potem nawet - co u mnie jest rzadkością - obejrzeć film, ale nakład się skończył, a że musiałam sięgnąć po Waters "teraz - zaraz", to zdecydowałam się na "Za ścianą". I nie żałuję. :)

      Usuń
  2. No proszę, czyli Waters udało się Cię zaskoczyć ;). I dobrze - ta autorka ma sporo do zaoferowania. Chociażby we wspomnianej przez Ciebie warstwie psychologicznej - to zwykle ona jest najistotniejsza w prozie Angielki. Zresztą, jeśli będziesz czytać dalej, to sama się przekonasz ;)
    Mnie w tej powieści, oprócz samej relacji Frances i Lilian, zachwyciła końcówka - tak niejednoznaczna, otwarta, dla czytelników o mocnych nerwach. Bo jeśli już udało im się na dobre związać z bohaterkami, teraz muszą sami dopisać sobie ciąg dalszy. Tym zagraniem Waters całkowicie mnie kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to ona jest najistotniejsza, ponieważ o wiele bardziej wolę tę warstwę od warstwy historycznej. :) A Lubimy czytać nominowało tę książkę w głosowaniu na najlepszą książkę 2015 roku w kategorii "powieść historyczna”, z którego to powodu spodziewałam się, że właśnie to będzie najważniejsze - tym bardziej jestem zaskoczona (pozytywnie), że nie jest. :)

      Mnie także końcówka niezwykle się podobała - bardzo się bałam, że pogodzą się tak normalnie, a mdłego zakończenia bym nie zniosła. Już wolałabym, aby się rozstały, ale zarazem chciałam, aby były razem, dlatego to zakończenie to najlepsze, co mogła zafundować mi Waters. Pozostawia nadzieję, a zarazem jest takie życiowo nieoczywiste. :)

      Usuń
    2. Serio? Akurat tutaj historia jest jakby na uboczu, więc trochę mnie to dziwi. Nawet nie obraziłabym się, gdyby autorka częściej wspomniała o byłych żołnierzach i powojennych traumach, bo świetnie jej to wychodzi.

      Też się tego bałam (albo, że jedna zdradzi drugą, co też nie byłoby dobrym rozwiązaniem). Waters wyszła z ego obronną ręką. Chociaż dla osób, które nie lubią otwartych zakończeń, to mógł być policzek - najpierw zżywasz się z bohaterkami, a później zostajesz tylko ze swoją wyobraźnią ;).

      Usuń
    3. Tak, mnie też to dziwi... No ale czasem na Lubimy czytać wychodzą takie kwiatki. ;)

      A nie, to mi zdrada (ze strony Lilian) aż tak by nie przeszkadzała - szczerze powiedziawszy zastanawiałam się nad tym, czy nie okaże się, że ona jest w coś zamieszana albo że zrobiła coś bardzo złego... Zniosłabym jeszcze takie zakończenie, niemniej Waters zrobiła o niebo lepsze. ;)

      Usuń
  3. Jakiś czas temu miałam ochotę przeczytać tą książkę, ale potem o niej zapomniałam. Teraz dopisuje do listy, bo jestem bardzo ciekawa tej pozycji.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że o książce przypomniałam. :)
      Pozdrawiam,
      Ytr

      Usuń
  4. Trochę o tej autorce słyszałem, ale nie czytałem jeszcze żadnej z jej książek. A, że od tego roku zdecydowałem się częściej sięgać po powieści napisane przez kobiety, jest szansa, że jakieś dzieło tej pani wpadnie mi w ręce. Przyznaję, że dzieło sprawia wrażenie interesującego - począwszy od kreacji bohaterek, poprzez czas akcji, na portrecie społeczeństwa skończywszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście wszystkie elementy, które Cię zainteresowały, są bardzo dobrze zrobione, zatem myślę, że książka powinna Ci się spodobać. Za inne dzieła autorki (na razie) nie ręczę, choć słyszałam od kilku różnych osób, że również "Złodziejka" jest bardzo dobra. :)

      Usuń
  5. A ja kilka lat temu sięgnęłam po "Ktoś we mnie" i poczułam się urzeczona. W tej powieści akurat nie było wątków lesbijskich. Narrator - wiejski lekarz - opowiadał o pewnych niezwykłych wydarzeniach. Jeśli ta książka wpadnie Ci w ręce, przeczytaj! :) A ja będę pamiętać o "Za ścianą".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja właśnie jak czytałam o książkach Waters, to znalazłam "Ktoś we mnie" i się zastanawiałam, czy są tam wątki LGBTQIA czy też nie (gdyż opis nie wskazywał postaci, pomiędzy którymi mogłoby być uczucie). Tak więc dziękuję za informację i przeczytam na pewno! :)

      Usuń
    2. Mogę się dorzucić do polecenia Koczowniczki - "Ktoś we mnie" to świetna powieść, tajemnicza i zaskakująca. Można nad nią sporo debatować ;)

      Usuń
    3. O rety, teraz poczułam się jeszcze bardziej zaintrygowana! :)

      Usuń
  6. Chętnie sięgam po książki tej autorki, zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć. :) "Muskając aksamit" pozwolił mi spojrzeć na świat z innej perspektywy. "Ktoś we mnie" przyciągnął fantastycznymi kreacjami postaci. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już znasz autorkę to widzę, że nie muszę Cię specjalnie zachęcać do sięgnięcia po "Za ścianą". ;) I Ty też polecasz "Ktoś we mnie"! Coraz bardziej jestem ciekawa, co w tej powieści się kryje. :D

      Usuń
  7. Bardzo lubię prozę Waters, ale tej powieści jeszcze nie czytałam. Poznałam "Złodziejkę", "Niebanalną więź" oraz "Muskając aksamit" i w tych historiach pojawiają się wątki LGBTQIA. Natomiast teraz czytam "Ktoś we mnie" i tam na razie tego nie ma. Cenię styl pisarki, bo potrafi oddać epokę w której się akurat dzieje akcja powieści, być może dlatego niektórzy porównują ją do współczesnej Jane Austen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie Twoja recenzja "Złodziejki" kiedyś, nie sięgnęłabym po prozę Waters tak szybko. ;) I chciałam czytać właśnie "Złodziejkę", ale nakład się skończył, dlatego zdecydowałam się właśnie na to i nie żałuję. Jestem natomiast bardzo ciekawa Twojej recenzji "Kogoś we mnie", bo Olga, Koczowniczka i Bookendorfina polecają wyżej, a chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej. :) Bardzo możliwe, że to stąd te porównania - ja po przeczytaniu jednej książki jeszcze nie czuję się kompetentna na tyle, by sama je robić. ;)

      Usuń
  8. Kurczę, jakimś cudem Waters mnie ominęła... Muszę to zatem nadrobić! Coraz więcej książek do przeczytania, a czasu nie przybywa. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, skąd ja to znam... Aż strach czytać te wszystkie recenzje i wchodzić na blogi książkowe! ;P

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści.