wtorek, 13 czerwca 2017

Wiersze cierpieniem i ukojeniem płynące albo o ,,Mleku i miodzie" Rupi Kaur

Mleko i miód już od dawna (bowiem przynajmniej od czasu powstania Starego Testamentu, w którym padają słowa o krainie mlekiem i miodem płynącej, utożsamianej z obfitą, żyzną i niosącą możliwość dobrego życia Ziemią Obiecaną) goszczą w świadomości ludzkiej jako symbol bogactwa (ale nie materialnego, lecz duchowego), odnowy czy też odrodzenia. To, co kojarzy się z mlekiem i miodem, kojarzy się trochę z niewinnością czasów dzieciństwa, a trochę z dobrocią i miłością. A to jedne z tych treści, jakie niosą ze sobą utwory w zbiorze Mleko i miód Rupi Kaur.

Nie wiem, czy znany jest Wam jeden z postulatów (o ile mogę tak to nazwać) feminizmu, mianowicie aby kobiety traktowały inne przedstawicielki swojej płci przyjaźnie, a nie jak wrogów, co niestety często ma miejsce (np. ona jest taka ładna, nienawidzę jej - nie tak rzadko słyszę, jak moje koleżanki rzucają takie bądź podobne kwestie). Rupi Kaur pisze właśnie tak, jakby wszystkie kobiety były jej siostrami, z którymi chce dzielić doświadczenie bólu, miłości, utraty czy gojenia ran. Będąc silną kobietą, chce swoją siłą podzielić się z innymi kobietami. Zabrzmi to zapewne trochę banalnie, ale Rupi je kocha - w najbardziej siostrzański sposób, jaki może być, tak jakby ona i inne kobiety były najlepszymi przyjaciółkami, członkiniami jednej społeczności, jakby wszystkie - z racji tego, że dzielą tę samą płeć - były od razu dla siebie kimś bliskim. W jej spojrzeniu na inne kobiety nie ma zazdrości - jest miłość. Nie utożsamiam się z innymi kobietami, dlatego czytam tę książkę tak, jakbym zaglądała wgłąb duszy i do społeczności zupełnie innej dla mnie, ale jakże fascynującej.



Pierwsza część nazywa się cierpienie. Nieliczne wiersze poświęcone są bólowi, który jest uniwersalny bez względu na płeć, większość jednak dotyczy tego, jak kobiety są traktowane, jak widzą, że ich matki są traktowane. Rupi Kaur opowiada o relacjach córek i ojców, o błędach popełnianych przez tych drugich wobec dziecka. Autorka mówi o seksie, nie boi się też poruszać trudnych tematów: gwałtu czy molestowania. Jest przy tym jednak czuła i delikatna, w jakiś sposób próbując zagoić rany.

Drugi rozdział tomiku to kochanie. O ile jeszcze cierpienie nosiło znamiona uniwersalności, można było utożsamić się z autorką bez względu na płeć, o tyle w tej części jest to już trudniejsze. Rupi Kaur opisuje miłość z typowo kobiecej perspektywy. I jest tu bardzo intymna. Tak bardzo intymna, że można by ją posądzić o banał, jednak z drugiej strony, jak możemy nazwać banałem najintymniejszą część czyjejś duszy? Ja nie potrafię. Więc tylko wstrzymuję oddech i czytam dalej.

Po miłości przychodzi zrywanie. Wiele z tych utworów jest pisanych tak, aby być balsamem dla dusz kobiet, ukoić je po rozstaniu, wytłumaczyć, że to nie ich wina, nie twierdząc jednak, że to zawsze wina mężczyzny - aczkolwiek Rupi Kaur często kieruje swoje słowa bezpośrednio do kobiet, które zostały skrzywdzone, dlatego to im próbuje pomóc. Jej sposób radzenia sobie z bólem jest typowo kobiecy - mówi na przykład:
gdy jesteś załamana
a on cię zostawił
nie pytaj
czy dawałaś mu
wystarczająco dużo
problem polegał na tym
że dawałaś mu tak dużo
że nie był w stanie tego unieść.

Ostatnia już część nosi tytuł gojenie. Nadal jest to częściowo kobiecy rozdział, ale nie tylko: część wierszy trafia do wszystkich płci. Tutaj tematyka jest chyba najbardziej zróżnicowana. Niektóre z wierszy rzeczywiście mówią o radzeniu sobie z różnymi problemami, inne o dobroci, uprzejmości wobec tych, którzy postępują niewłaściwie wobec nas, o samotności czy miłości do samej siebie. Tutaj autorka porusza bardziej feministyczne tematy: mówi o prawie każdej kobiety do golenia nóg lub ich niegolenia, które społecznie jest nieakceptowane, nawołuje kobiety do kochania siebie i innych kobiet, opowiada o tym, jak kobietom nie pozwala się mówić publicznie o menstruacji, jak każe im się wyglądać ładnie, jeszcze ładniej i jeszcze ładniej, przez co nie akceptują samych siebie, gdyż nigdy nie są wystarczająco piękne (zainteresowanym tym konkretnym zagadnieniem polecam Mit urody Naomi Wolf - świetny esej). Ta część to hołd dla siły i niezależności kobiet. Rupi Kaur nie porusza jednak tylko tematów związanych z kobietami, wiele wierszy jest bardzo uniwersalnych i można się identyfikować z narratorką bez względu na płeć. To też jest ta część, gdzie raz zdarzyło mi się nie zgodzić z autorką, a parę razy była banalna - tu już nie może się obronić intymnością. Jednak takich banalnych utworów nie było bardzo wiele (przynajmniej dla mnie).

Na uwagę zasługuje jeszcze forma i wydanie - wiersze są na białym papierze, a wszystko inne - na czarnym, napisane białym drukiem. Utwory często są opatrzone rysunkami autorki, ona sama zaprojektowała także okładkę. Rupi Kaur pisze wszystko małymi literami, swoje imię także, a wiersze kieruje do drugiej osoby, co stwarza pewną więź między nią a czytającym - przez to nie potrafię o niej napisać Kaur, prędzej już używam tylko jej imienia: Rupi. Można pokusić się o wątpliwość, czy to co pisze jest poezją - szczerze powiedziawszy, gdy widziałam na Facebooku autorki jej posty - zwykły tekst plus czasem rysunki - za nic nie wpadłabym na to, aby nazwać to poezją. Utwory te są nią tylko z uwagi na pewne przyjęte założenia, nie przeszkadza to jednak czerpać przyjemności z lektury. Wiersze autorki są proste, pozbawione głębokiej i trudnej metaforyki, pisane tak, aby trafić do jak najszerszej publiczności. Mimo wszystko nie powiedziałabym, że to źle - Rupi nie pragnie bowiem stworzyć wyszukanej sztuki, ale pisze dla wszystkich kobiet, niosąc im ukojenie i dzieląc się z nimi tym, co ma najcenniejsze.

Polecam. Oczywiście nie twierdzę, że każda kobieta utożsami się z autorką, tak samo jak nie sugeruję, że osobom innym niż kobiety książka się nie spodoba. Myślę, że Rupi Kaur jest jedną z tych autorek, które albo się bardzo lubi, albo się nie cierpi, zarzucając zbytnią banalność, którą dostrzega się znacznie częściej niż ja. Jeśli jednak ktoś poczuł się zainteresowany tematem, to myślę, że książka przypadnie mu do gustu.

Rupi Kaur Mleko i miód. Milk and honey, Wydawnictwo Otwarte, Kraków, Wydanie I, 2017

10 komentarzy:

  1. Czyli możliwe, że się odnajdę, bowiem tak jak Rupi nie nienawidzę innych kobiet, a traktuję je jak swoje siostry. :)

    Bardzo fajnie i merytorycznie obiektywnie napisana recenzja - pokazujesz plusy, pokazujesz minusy, nie piejesz z zachwytu, ani nie jedziesz książki, że zła, bo Ci się nie podoba. Myślę, że niebawem się skuszę na przeczytanie. :) I też mam to wydanie dwujęzyczne. :)

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. :)

      Dziękuję, bardzo miło mi to czytać - starałam się ją tak ukazać, bo wiem że to pozycja, która może wzbudzać skrajne uczucia, i chciałam aby jak najwięcej osób mogło z mojej opinii skorzystać. ;)

      Pozdrawiam również. :)

      Usuń
    2. Z recenzowaniem poezji jest ten problem, że poezja to gatunek odbierany najbardziej subiektywnie ze wszystkich - coś może być doskonałe warsztatowo i kompletnie nas nie poruszyć, a równie dobrze coś może być grafomańskim wybrykiem i totalnie uderzyć nas emocjami w sobie zawartymi. Dlatego rzadko kiedy porywam się na recenzje poezji. ;)

      Usuń
    3. To prawda - wzięłam się teraz za Kawafisa, który już w wieku ponad dwudziestu i trzydziestu lat miał świetny warsztat, ale trafiają mi się teraz wiersze, które do mnie nie przemawiają, więc doskonale rozumiem, co masz na myśli. :)

      Ja wzięłam się dlatego, że było ich bardzo mało, i jak chciałam poczytać poezję, to nie bardzo miałam się na czym oprzeć, zwłaszcza w przypadku tych mniej znanych pozycji, które też mnie interesują - dlatego postanowiłam sama pisać, aby inni mieli choć trochę łatwiej. :)

      Usuń
  2. O proszę, przeglądałem niedawno ten zbiór, goszcząc w jednym z Empików. Tym, co przykuło moją największą uwagę była forma wydania - trzeba przyznać, że oficyna "Otwarte" wykonała kawał dobrej roboty. Poważnie rozważam zakup tej książki jako prezent dla mojej dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - wydanie jest świetne. ;)
      Nie znam Twojej dziewczyny, więc niestety nie mogę Ci nic doradzić, ale jeśli sprezentujesz jej książkę, to koniecznie daj znać jak jej się podobała. :)

      Usuń
  3. Pisałam Ci już kiedyś, że raczej nie czytuję poezji - mam swoje ulubione poetki i ulubionych poetów, których się trzymam. A szkoda, bo tematyka tego tomiku bardzo mnie interesuje. Właściwie czytałam już i klika recenzji zbioru i nikt nie uchwycił go w feministyczne ramy, które bardzo mnie przekonują. Może jeśli zobaczę książkę w bibliotece, to się na nią skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeśli zobaczysz książkę w bibliotece, to otwórz ją na chybił trafił i przeczytaj ze 3-4 losowe utwory - jeśli stwierdzisz, że nadal Cię interesuje, to wtedy wypożyczysz. :)

      A myślałam o Tobie pisząc recenzję, ale spodziewałam się, że napiszesz, że zdecydowanie Cię nie interesuje - miło mi, że jednak choć trochę Cię przekonałam. :)

      Usuń
    2. Tak zrobię;) mam tylko nadzieję, że nie trafię na te "banalne".

      A wiesz, tak to już ze mną jest, że jak napiszesz "feminizm" w recenzji, to biorę w ciemno;). Będę musiała poszukać też tego eseju, o którym wspomniałaś!

      Usuń
    3. Super! To właściwie taki esej-gigant, albo może lepiej nazwać to pracą naukową - książka "Mt urody" liczy koło 350 stron, tak więc trochę się czyta, ale zdecydowanie warto. ;)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze - odzew czytających jest dla mnie bardzo ważny, a więc proszę się nie wahać i komentować. :)
Jednocześnie uprzedzam, że będę usuwać komentarze obraźliwe, rasistowskie, homo- i transfobiczne czy też inne będące formą mowy nienawiści.